Kobieta, która jest jedyna.

Zawsze interesuje mnie druga strona. Ta mniej opisywana, ta mniej pokazywana, mniej “ciekawa”. Dlatego postanowiłam przeprowadzić ten wywiad. Od pewnego czasu w internecie bardzo popularne zrobiły się rodziny wielodzietne. Uwielbiamy je podglądać, mamy odwagę iść ich śladem, kochamy ich.

ALE

Udaję się na drugą stronę rzeki zwanej macierzyństwem i rodzicielstwem i tam znajduje matki jedynaków. Teraz “niezbyt modne”. Często, a nawet za często pytane o to “kiedy kolejne”, oskarżane o wygodę, egoizm, samolubstwo. Kiedy chcą się wypowiedzieć na tematy związane  z dziećmi słyszą: “co Ty wiesz o macierzyństwie, masz jedno dziecko, nic nie wiesz”. Wolą się zatem czasem nie odzywać (chociaż moja rozmówczyni jest wyjątkiem).

ZATEM

Dziś rozmawiam z Izą. Mówi o sobie, że ma “skórę na dupie twardszą niż słoń na ciele”, zatem rozumiecie, że rozmowa będzie konkretna i twarda. Rozmawiamy o tym, że nie każdy rodzic marzy o edukacji domowej, o  tym jak najlepiej wychować jedynaka – na dodatek syna, o potrzebie macierzyństwa i o  tym czemu kobiety znalazły sobie kolejny powód do rywalizacji i porównywania się – posiadanie dzieci.

ZAPRASZAM.


Jesteś mamą prawie jedenastoletniego chłopca. Jedynaka. Czy aktualnie, kiedy nie boję użyć się tego słowa, coraz popularniejsze stają się rodziny wielodzietne, nie czujesz się ‘gorsza’? Nie masz prawa wypowiadać się w kwestii wychowania? Przecież brak Ci doświadczenia.

Ja to kiedyś usłyszałam. Od matki, która ma dwójkę dzieci. Rozmawiałyśmy o planowaniu wolnego czasu. “Co Ty o tym wiesz?  Masz tylko jedno dziecko”. Czy ja się czuje gorsza? Nie. Jestem w takim momencie swojego życia, że staram się nie czuć gorsza, bo mam tylko jedno dziecko i 15 kilo nadwagi. Albo że nie mam mieszkania na kredyt. A to czy ja mam jedno dziecko to mój wybór i męża, a nie innych. Nie chcę być oceniania bo ja nie oceniam mamy, która ma kilkoro dzieci i codzienne w mediach społecznościowych słyszę, jak ma przerąbane. Albo co ciekawsze wcale nie ma problemów i jej świat jest różowo-idealny. Nauczyłam się nie oceniać ludzi, ale też, nie przejmuję się ocenami innych.

Skąd w ogóle taka myśl “masz jedno – jesteś gorsza”, wśród niektórych kobiet?

Może dlatego, że mamy taki boom na posiadanie dużej rodziny. Bycie mamą kilkorga dzieci jest super. Pomijam fakt, że teraz nasze Państwo wspiera rodziców. W momencie, którym ja rodziłam Radka, jedenaście lat temu, zupełnie inaczej wyglądał rynek pracy  oraz pomoc dla rodzin, dla młodej mamy. Okres kiedy mogłaś zostać z dzieckiem w domu był zdecydowanie krótszy. Fakt, że nie czułam się stabilna finansowo, sprawił że decyzja o drugim dziecku była odkładana na później.

 

Jesteś wierząca?

Tak.

W takim razie powinnaś znać to podejście “Pan Bóg dał dziecko, da i na dziecko”…

Chciałabym bardzo głęboko w to wierzyć. Tak jakbym chciała wierzyć, że świat jest pełen dobra i wystarczy tylko wyciągnąć rękę. Problem w tym, że najczęściej na tę rękę spada bat. Naprawdę chciałabym w to wierzyć, ale nie wierzę.  Oprócz seksualności, Pan Bóg dał nam też rozum, którym warto się kierować. To nie jest tak też, że nie chciałabym mieć teraz drugiego dziecka, że o tym nie myślę. Tylko życie układało się tak, że to zazwyczaj ja traciłam pracę. Potem przyszły problemy z moim zdrowiem. A ja byłam i jestem w połowie odpowiedzialna za naszą rodzinę. Nie, naprawdę nie czuję się gorsza, bo będąc matką jedynaka, staram się być najlepszą matką dla niego. Tak samo jak matki, które mają tych dzieci trójkę, czy piątkę. Ale wkurwia mnie to, jak ktoś ciągle mnie pyta “Dlaczego nie masz drugiego dziecka, jesteś zdrowa, dobrze wyglądasz, możesz rodzić”. Taka powierzchowna ocena. Dobiegam czterdziestki. To nie jest łatwa decyzja.

Jesteśmy pompowane lukrowym obrazem macierzyństwa. A nawet jeśli gdzieś w mediach społecznościowych znajdzie się post o trudach bycia matką, to zazwyczaj jest o trudach karmienia piersią, które stanowi kolejny “przepychacz” między kobietami. Wszystko jest pięknie i ładnie i wszystko będzie dobrze. Oczywiście są kobiety, które odnajdą się w macierzyństwie i chcą tylko i wyłącznie być w domu z dziećmi i chwała im za to, bo to bardzo trudne zadanie, ale są też kobiety, które chcą np. wrócić do pracy.

Ale są za to potępiane. Teraz nie jest popularne posłać dziecko do przedszkola. Kiedy przyznałam się kilku mamom, że mój syn pójdzie do wspomnianej placówki, delikatnie mówiąc, zostałam mocno potępiona. W skrócie: damy mu dodatkowy stres z mężem, nie będzie nas kochał, nie będzie między nami relacji. Przeraziłam się.

Ale to Ty jesteś jego matką. Liczy się to co Ty i Twój mąż wybieracie dla niego i uważacie za słuszne! Czemu obchodzi Cię zdanie Zosi, Kasi czy Natalki, które powinny żyć swoim życiem? Wysłuchać Cię owszem, ale sprawiać żebyś czuła wyrzuty sumienia z powodu wyborów, które dokonujesz, a nie są one “mordercze” dla dziecka? To znaczy nie zabijasz go tym ani nie krzywdzisz? Z ich strony to czyste wyrachowanie. To jest to, że ludzie wpierdalają się w nie swoje sprawy. Nie patrzą na “swoje podwórko”, tylko komentują innych. Ty masz w sobie odwagę i mówisz publicznie o swoich wyborach, życiu. Ok. Ale nikt nie ma prawa robić z Ciebie złej matki bo Twoje dziecko idzie do przedszkola.

 

Teraz przyszedł czas w naszym społeczeństwie na Edukację Domową. Co o tym myślisz?

Wiem o czym mówisz, ale nie podoba mi się ten pomysł. Moim zdaniem (tylko i wyłącznie moim), jest to wychowywanie dzieci w zamkniętym społeczeństwie. Ja i moi rówieśnicy,  jako dzieci, szliśmy na podwórko: upaćkaliśmy się w błocie, zjedliśmy trawę, a ja biegałam z chłopakami i miałam zdarte kolana. A co teraz mają nasze dzieciaki? Zewsząd przychodzą do nas informacje: to jest trujące, tego nie można, tutaj zabija, tam nie idź. I dla mnie Edukacja Domowa, to takie kolejne zamknięcie dziecka w domu, odgrodzenie go od rówieśników. I nawet jeśli ma dużo rodzeństwa to i tak dalej są to relacje w bardzo małej grupie. A ja uważam że można teraz wybrać szkołę, gdzie będzie dziecku fajnie. I czasem trzeba umieć obronić słabszego, stanąć w obronie swoich poglądów, albo najzwyczajniej w świecie pchnąć kogoś, żeby można było przejść. Świat atakuje nas różnymi pomysłami. Nie można dać się zwariować.

Co jest najtrudniejsze w wychowaniu jedynaka? Dodam, w wychowaniu jednaka, który powoli zaczyna zmieniać się w nastolatka (swoją drogą co za mix…)

Moja głowa. To żebym nie zwariowała na jego punkcie – ja i mój mąż. Jak każdy rodzic chcemy dać mu wszystko ale wiemy że nie możemy. Musimy dać mu przestrzeń, wolność. Nie możemy za niego wszystkiego robić. Aktualnie Radek jest na obozie, oddalonym od Krakowa o 600 kilometrów. Sam zadecydował, że chce tam jechać. I dzwoni do mnie pierwszego dnia z płaczem “Mamo zabierz mnie stąd proszę”. I oczywiście, że naturalnym odruchem mamy jest natychmiastowa pomoc. Ale wiem, że nie mogę. Jest mi przykro, rozmawialiśmy, ale powiedziałam mu, żeby jeszcze wytrzymał. I aktualnie jest super i nie chce wracać (oczywiście gdyby sytuacja trwała kilka dni to jasne, że zareagowałabym ).  Muszę mieć w sobie siłę, żeby pokazywać mu świat ale nie trzymać go cały czas za rękę.

Wychowujesz więc Radka “tradycyjnie”. Ale co zrobić, żeby wychować człowieka, który pozwoli innym żyć ich własnym życiem, ich wyborami i nie będzie ich potępiał?

Rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozmowa. Bardzo dużo rozmawiamy. Jest ciekawy świata i myślę, że to przez to że staraliśmy się zawsze odpowiadać mu na każde pytanie. Jeśli dziecko pyta, to nie dlatego że się mu nudzi, czy chce nas zdenerwować, ale chce poznać odpowiedź na swoje pytanie. Rozmawiałam z moim synem, kiedy jeszcze był u mnie  w brzuchu,a potem nawijałam do niego kiedy prawdopodobnie dobrze mnie jeszcze nie widział. Dużo mu tłumacze, czasem się sprzeczamy, dyskutujemy, włącza się mój mąż – tata Radka.

Chciałabym, żeby mój syn był po prostu fajnym mężczyzną. Powtarzam sobie, odkąd Radek był mały, że ja go wychowuję dla innej osoby. I że chcę, żeby w przyszłości stworzył szczęśliwy związek, jako szczęśliwa osoba, a nie pokrzywdzona przez własną matkę. Będzie umiał zrobić obiad i po sobie posprzątać, czy zaskoczyć czymś ukochaną osobę. On już ma jedenaście lat, a ja czasem łapię się na tym, że bym mu majtusie podała, skarpeteczki, zrobiła za niego wiele rzeczy. Wzięła na kolana i bujała…

Czuję jednak w sobie, w środku, że to jest niesprawiedliwe. Taka ocena – masz mniej dzieci, jesteś gorsza…

Oczywiście, to jest ogromnie niesprawiedliwe. Ale myślę że to wszystko zależy od kobiety…

...Kolejna kwestia w której zamiast się wspierać, to sobie…

Dopierdalamy. Tak to prawda. Ale my Kobiety tak mamy, lubimy wbijać sobie noże, szpileczki, drzazgi. I nie mam pojęcia skąd to się bierze. Z czego to wynika. Nie chcę osądzać. Może to zmęczenie?

Ale ilość dzieci nie powinna być powodem do rywalizacji!

Nic nie powinno powodować między nami rywalizacji. Kompletnie nic. Tylko, że my kobiety,  nie rywalizujemy już tylko z mężczyznami, ale rywalizujemy też między sobą. I to jest bardzo smutne. Stajemy w szranki na każdym polu, na którym się spotykamy. Porównujemy wszystko do wszystkich: jak rodziłaś, jak karmisz, jak uczysz, jaką dziecko robi kupę! To mnie bardzo wkurza. I to, że każdy stał się ekspertem do wszystkiego.