M jak Musierowicz, czyli o tym jak dać coś wartościowego nastolatce.

Kiedy miałam 5 lat mój tata postanowił nauczyć mnie czytać i pisać. Sam jest wielkim fanem książek i nie wiem ile już tysięcy ich przeczytał, chciał więc zarazić swoją pierworodną córkę miłością do książek. Tak więc czytanie szło mi zaskakująco dobrze. Gorzej było z pisaniem. Nie chodziło o to, że nie umiałam, raczej buntowałam się na to że literki muszą wyglądać konkretnie tak a nie inaczej. A ja chciałam im dodać coś od Ciebie. I wyglądało to mniej więcej tak, że tato uczył mnie że literka “E” ma wyglądać tak, a jak na to pisałam ją tak : 20732807_1618195321557953_1509366810_n

 

Kompletnie nie rozumiejąc gdzie jest mój błąd. Może “E” miało akurat ochotę tak wyglądać? No, ale ja nie o tym.

 

Zagubiona w świecie książek

Czytałam co wpadło mi w rękę, zostałam bez przewodnika w świecie książek, niestety. Do Pań z biblioteki nie miałam zaufania po tym jak kazały mi raz opowiadać o czym czytałam, bo nie uwierzyły mi że tak szybko czytam. Mama miała na głowie cały dom, tato pracował. Także przyszło mi samej przemierzać ten świat. I tak w wieku 12 lat przeczytałam “Wichrowe wzgórza”, co dziś skutkuje tym, że nie cierpię tej książki, a długo po niej jako dziecko, nie mogłam spać. Kompletnie nie rozumiałam głównych bohaterów, którzy tylko mnie zdenerwowali swoim zachowaniem… No cóż.

Przejdźmy do setna sprawy

I tak stało się że jakiś czas temu, dzięki Joli Szymańskiej  odkryłam Panią Małgorzatę Musierowicz. Pomyślałam najpierw, że jestem już za stara na te książki i że zapewne znudzą mnie szybko (ach, ta moja przewidywalność…). Okazało się inaczej i aktualnie znajduję się w połowie cyklu “Jeżycjada”, gdzie spotykamy się z rodziną Borejków, ich przyjaciółmi, rodziną, bliskimi. Gdzie każdy problem jakoś da się przeżyć, gdzie przenoszę się w świat całkiem inny od naszego, a kiedy z niego wychodzę, to tak jakbym miała nową siłę do działania. Jest świetny dla nastolatek – kiedy chcemy, żeby nasze córki zachowały dobre zasady, żeby umiały odróżnić dobro od zła, wiedziały jak czasem postępować. Tutaj główne bohaterki to dziewczyny z charakterem, nie ciche myszki. Umieją wyrazić swoje zdanie, są odważne, zmieniają się niesamowicie. I moim zdaniem każda dorastająca dziewczyna odnajdzie chociaż w jednej  z nich swoje cechy. Jest tu śmiech, radość, łzy, pierwsze miłości, przyjaźnie, ale też zranienia, trudne sytuację. Niemniej jednak zawsze można wyciągnąć lekcję, z każdej książki, czasem nawet kilka… Rodzice czterech rudych panien, w tym jednej z włosami koloru siana, mają nie jeden orzech do zgryzienia, ale ich wspólne działaniem, chęć zrozumienia dzieci, a przede wszystkim SZACUNEK do nich, ich wyborów, ich drogi życiowej jest tutaj mocno podkreślany. Dziewczyny mają ogromne wsparcie w rodzicach, czują to i może dlatego nie boją się iść tak odważnie przez życie?

 

31295di

 

Żałuję tylko, że nie trafiłam na tę serię w gimnazjum i liceum. Dużo więcej, tak mi się wydaje, potrafiłabym wyciągnąć z sytuacji w których się znajdowałam. Może też znalazłoby mnie tutaj więcej zrozumienia, poczułabym że ktoś przeżywał to co ja. Może wiedziałabym, że to co teraz dla mnie jest tragedią, tak naprawdę to sprawa do rozwiązania na “od razu”. Szkoda. Niemniej jednak mam mocne postanowienie, że zbiorę całą Jeżycjadę dla mojej córki 🙂 Myślę, że to cudowne książkowe wychowanie.

Serdecznie pozdrawiam Was kochani i polecam Wam książki Pani M.M

 

wasza,

Karo

 

https://www.instagram.com/p/BXJGBBZHk4z/?taken-by=karopiszetu