Kobieta, która żyje z miłości.

Moją pierwszą bohaterką cyklu “Kobiece opowieści”, jest Karolina Piech. Historia iście instagramowa. To tutaj się “poznałyśmy” i to tutaj nasza znajomość się zaczęła. Dlaczego akurat ona? Długo by wymieniać. Może dlatego, że imponuje mi jej odwaga, styl bycia, siła charakteru. Jest piękna w środku i na zewnątrz. Ale skończmy już mój przydługawy wstęp, zapraszam Was na rozmowę z Karolą, moją bratnią duszyczką 🙂

 

Czy mama ma prawo sobie odpuszczać? Mieć czas tylko dla siebie? Iść do pracy? Iść na randkę z mężem?

Ze swojego doświadczenia wiem, że kobieta powinna mieć czas tylko dla siebie. Kiedy przychodzi do mnie moja siostra i bierze Anielę (córka Karoliny), wiem, że powinnam w tym czasie odpocząć, poczytać książkę albo wyjść na spacer. A u mnie najczęściej kończy się na prasowaniu, praniu, gotowaniu… Jeśli kobieta poświęci chwilę wolnego czasu dla siebie, to przynosi to korzyści nie tylko dla niej czy dla jej męża, ale też dla dziecka: kiedy odpocznie, ‘przewietrzy umysł’ zupełnie inaczej się wtedy czuje i zachowuje. Jest bardziej wyluzowana, mniej nerwowa. Powinno się z tego korzystać, ale w rzeczywistości wiem, że jest to trudne.

Po urodzeniu dziecka dużo się zmienia.
W ogóle po urodzeniu dziecka pojawia się dużo emocji. Kiedy byłam w ciąży nie wierzyłam, kiedy ktoś mówił mi, że zmieni się relacja między mną a Maćkiem (mąż Karoliny). Ale jest inaczej – kochamy się, oczywiście – ale teraz jestem ja, mąż i Aniela. I nasze emocje, które nie zawsze okazujemy w odpowiedni sposób…

Ale żeby nie było tak smutno, jest o wiele więcej pięknych i wzruszających momentów w naszym życiu od kiedy pojawiła się Anielka. O tym też trzeba pamiętać, że dziecko wiele zmienia, ale również w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Kiedy byłam w ciąży myślałam, że całkiem poświęcę się rodzinie. Będę tylko i wyłącznie siedzieć w domu, zajmować się dzieckiem, gotować, prasować itd. Na szczęście wspominałam też, że może mi się to zmienić. I na dzień dzisiejszy, owszem, chcę być mamą “na pełen etat”, ale też chce robić “coś” dla siebie. Tylko jeszcze wciąż nie odkryłam co to miałoby być. Razem z mężem mamy dużo wspólnych projektów w głowach, ale chciałabym robić coś tylko swojego. W mojej głowie są plany, ale na razie się ich boję. Nie tyle samej ich realizacji, ale boje się, że zaniedbam Aniele, kiedy zajmę się pracą. A dla mnie wychowanie dzieci i rodzina jest priorytetem. Dlatego na razie zostawiam to, niech sobie zapuszcza korzeń, może w końcu kiedyś coś wyrośnie.



Jak wspominasz swoją ciąże? Co cię podczas niej najbardziej zaskoczyło?

Najbardziej zaskoczyły mnie ruchy dziecka. Starałam się wcześniej sobie to wyobrazić, ale nie potrafiłam. I kiedy w końcu się to stało to było cudowne uczucie. Myślę, że dla każdej mamy, szczególnie przy pierwszym dziecku to miłe przeżycie, dopóki dzidziuś nie zaczyna trenować kung fu.

Zaskoczył mnie też mój spokój. Ogólnie jestem panikarą. Myślałam, że kiedy będę w ciąży i cokolwiek mi nieznanego będzie się dziać, to będę panikować. Ale przyjęłam to ze spokojem i na luzie. I nawet kiedy zaczęła się akcja porodowa to podeszłam do tego z myślą, że idę rodzić. I tyle. Nie było strachu, niepokoju czy niepewności.

Zaskoczeniem okazały się również zachcianki – zawsze myślałam, że to trochę taka ściema – wykorzystywanie swojego stanu ?. Ale kiedy w końcu przyszła mi ochota na moje zachcianki (gofry z lodami, bitą śmietaną i jagodami) wiedziałam, że zrobię wszystko, żeby je dostać. Także zachcianki są prawdziwe, to nie ściema.

Poród mieliście rodzinny? Czy nie miałaś żadnych oporów, jeśli chodzi o obecność Maćka (mąż Karoliny)? Czy kiedy dziś myślisz o porodzie uważasz, że byłaś dobrze przygotowana?

Robiłam wszystko, żeby pójść do szpitala i trafić od razu na salę porodową. Leżałam w ciąży na patologii ciąży przez jakiś czas (podejrzenie małowodzia) i nie chciałam za nic w świecie znów tam wylądować i czuć ten lęk. I udało się – od razu po przybyciu do szpitala zostałam skierowana na salę rodzenia. Jeżeli chodzi o personel medyczny to poród wspominam bardzo dobrze – położna była empatyczna, ale nie za bardzo – dawała jasne wskazówki, dzięki czemu poród szedł dobrze. Lekarka przyjmująca również wykazała się dużą sympatią.

Wydaje mi się, że dzięki temu, że mój poród nie zaczął się tak nagle (skurcze były od rana, wszystko powoli się rozkręcało – zrobiłam ciasto, obiad, poszłam na spotkanie i dopiero wieczorem, kiedy się położyłam i przyszedł pierwszy skurcz, który wywołał u mnie łzy, pojechaliśmy do szpitala), że trwało to cały dzień, to mogłam się psychicznie do niego przygotować.

Gdyby nie obecność Maćka, to bym nie urodziła. Tak czuje. Sama jego obecność działała na mnie kojąco. Wiedziałam, że czuwa i w razie czego zareaguje. Motywował mnie i myślę, że to też dzięki Niemu tak wszystko sprawnie poszło.

Co było dla Ciebie najtrudniejsze na początku macierzyństwa?

Połóg – był straszny. Wiem, że nie powinno się straszyć, ale na pewno uświadamiać. O połogu wiedziałam „coś”, ale uważam, że to o wiele za mało. Mówi się, że hormony w ciąży buzują – tak, ale czasie połogu one szaleją. To co działo się ze mną było dla mnie straszne, bo nie potrafiłam zrozumieć samej siebie. Kiedy karmiłam córeczkę od razu w mojej głowie pojawiały się negatywne emocje. Płakałam i winiłam siebie, jak mogę tak myśleć, kiedy karmie swoje dzieciątko. Zła matka – tak o sobie myślałam. To było straszne. A okazało się, że to jest normalne. To hormony, które szaleją, ale ja o tym nie wiedziałam – nikt mi tego nie powiedział…

Co jeszcze było trudne? Myślę, że uczenie się Anieli. Były takie momenty, kiedy nie wiedziałam czemu płacze, obwiniałam się o to, że nie wiem. Takie dołowanie siebie… Okazywało się, że ona np. chciała jeść mimo tego, że skończyła jeść 20 minut temu. Kiedy opowiedziałam o tym na Instagramie, o tym co przeżywam itd., odezwała się do mnie spora grupa dziewczyn, które pisały, że też tak mają i też nie wiedziały czemu tak się dzieje… Zrozumiałam, że to normalne i trzeba to po prostu przetrwać.

Tutaj po raz kolejny znaczącą rolę odegrał Maciej. W czasie połogu był w domu ze mną i Anielką. Miał urlop od pracy i zajmował się wszystkim, zacząwszy od prasowania, kończąc na gotowaniu. Ja spokojnie mogłam zająć się dzieckiem i przeżywać połóg. Co i tak dla mnie osobiście było trudne. Bardzo współczuje kobietom, które tego wsparcia od męża nie mają…

Myślę, że w czasie ciąży i na początku macierzyństwa kobiecie potrzebny jest duży luz. Luz i nie spinanie się. Są sprawy, na które nie mamy wpływu, więc nie ma potrzeby się nimi przejmować. I starać się nie planować niczego, nie zakładać, że będzie tak czy inaczej. Być tu i teraz.

Jakie wartości chcesz przekazać swojej córeczce? Czym będziesz się kierować wychowując ją?

To jest trudne pytanie. Jak każdy rodzic, chcę razem z Maćkiem wychować ją jak najlepiej. Ale to jest ciężkie i wiele naszych założeń weryfikuje życie. Dam przykład: obiecaliśmy sobie, że w ogóle nie będziemy włączać Anieli telewizora, ani puszczać bajek czy też pozwalać korzystać jej z naszych telefonów do konkretnego wieku. Ale kiedy są dni, gdy Anielka płacze już tak długo i oboje nie możemy jej w żaden sposób uspokoić, to włączamy jej “Smoka Edzia” (kanał z dziecięcymi piosenkami) i ona się uspokaja. Zatem życie weryfikuje i wiem już, że nigdy nie jest w 100% tak, jak człowiek sobie coś zaplanuje. Owszem planujmy, nie mówię, żeby rezygnować z tego w całości, ale bądźmy przygotowani na różne scenariusze.

Jednak mamy jedno główne założenie: Chcemy wychować ją w miłości. Uważamy, że człowiek, który żyje z miłości i w miłości jest szczęśliwy. Jako, że sami staramy się żyć wartościami chrześcijańskimi – tak zostaliśmy wychowani i dało nam to szczęście – dlatego chcemy przekazać to samo Anieli.

Czy wiara w jakikolwiek sposób pomaga Ci na co dzień w prowadzeniu domu, byciu mama, żona?

Kiedy byłam w ciąży odmawiałam Nowennę Pompejańską* i uważam, że to dzięki niej cała ciąża i poród przebiegały tak pomyślnie (modliłam się o zdrowie dla dziecka i szybki poród). W trakcie porodu, przed wejściem na salę, oddałam poród Panu Bogu i tyle, na sali myślałam tylko o tym, żeby szybko urodzić 🙂 Kiedy na świecie pojawiła się Aniela, przyznam szczerze, kontakt z Panem Bogiem troszkę się urwał. Przypominam sobie o Nim zazwyczaj tylko w trudnych chwilach – wtedy wiem, gdzie szukać pomocy. To jest dla mnie duży problem. Chciałabym znów wrócić do takiej relacji jaką miałam z Bogiem przed porodem.

Jak rozmawiać z ludźmi, którzy wciąż na osoby wierzące, a zwłaszcza kobiety, patrzą przez pryzmat zakłamanych stereotypów?

Nie rozmawiam z takimi ludźmi, serio. Jeśli chodzi o złośliwe komentarze pod naszymi filmami na YouTube to czyta je Maciej. A Instagram? Jeśli czuje, że ktoś tylko próbuje mi zrobić przykrość nie odpowiadam. W mojej głowie wciąż jest takie małe “spięcie”. Z jednej strony chce być sobą – jeśli nie mam ochoty pomalować się przed nagraniem filmu, to nie chcę tego robić. Ale od razu w głowie pojawia się myśl “no tak, znów ktoś zobaczy, że katolicka rodzina i jak zwykle kobieta nie zadbana, nie pomalowana…”. I tak walczą te myśli w mojej głowie, ale jeszcze nie znalazłam rozwiązania. Nie chcę się malować kiedy nie mam na to ochoty, ale jednocześnie wiem, że ludzie utożsamiają mnie z „kościelną kobietą”, więc chce spełniać pewne „normy”.

Czy Twoim zdaniem katoliczka może być feministką?

Myślę, że trzeba zacząć od definicji feminizmu. W dzisiejszych mediach feministki to kobiety, które nie boją się pokazać piersi, czy iść na czarny marsz. Myślę, że feminizm dobrze określił Jana Pawła II, mówiąc, że polega on na “rozpoznaniu geniusz kobiety” (List do Kobieta Jan Paweł II. link do listu na końcu wywiadu). Kobieta nie jest i nigdy nie będzie taka sama jak mężczyzna. Ale jest tak samo ważna i wartościowa jak mężczyzna. I myślę, że o to trzeba zadbać, żeby ‘geniusz kobiety’ był doceniany, ale żeby to nie równało się stwierdzeniu, że kobieta i mężczyzna są tacy sami. Są odrębni, inni, ale tak samo ważni i potrzebni. W takim ujęciu kobieta może być feministką. Kobieta katoliczka.  

Co w dzisiejszych czasach przeszkadza mamom w byciu szczęśliwym?

Zbyt surowe ocenianie siebie i dążenie do perfekcjonizmu. Wciąż same siebie oceniamy i często się dołujemy. Zastanawiamy się, czy to co robimy jest dobre i czy działamy dobrze. Dodatkowo chcemy być idealne we wszystkim: idealne mamy, żony, kobiety. A tak się nie da. Myślę, że dzisiaj kobietom potrzeba więcej luzu, czasu dla siebie i dystansu. Bo czy codzienne mycie podłóg w domu tak naprawdę przyniesie nam szczęście?

 

Bardzo polecam wam, kanał Karoliny który prowadzi wraz z mężem :

 

Oraz Ich konto na : Instagramie, oraz Facebooku.