Kobieta która nigdy się nie podda.

Koniecznie przeczytajcie ten wywiad. Naprawdę pomaga. Jest kojący, dający pozwolenie. Jest po prostu dobry. A dlaczego? Bo dobra, kochana i prawdziwa jest osoba z którą ten wywiad przeprowadzam.

Martyna napisała do mnie w najodpowiedniejszym momencie. Dopiero co ukazał się wpis w którym przyznałam się do koszmarnego połogu, bycia niedoskonałą i koszmarnego baby bluesa. Pełna wyrzutów sumienia, że po miesiącu karmienie nie wyszło, pełna gniewu (który niestety trwa do dziś) na Szpital który nie spełnił swojego zadania, a wręcz przeciwnie, skrzywdził mnie, siedziałam wpatrzona w komórkę. I dostałam od niej wiadomość. To był moment od którego wszystko zaczęło się zmieniać. Przestałam wierzyć, że tylko karmiąc piersią jestem super mamą, że tylko będąc idealną mogę być szczęśliwa. Martyna i jej wiadomości bardzo mi pomagają. Jest opiekuńcza, ale twarda. Brnie do przodu, ale nie po trupach. Jest dobra. I ciesze się, że mogę znać i mieć w gronie znajomych taką osobę.


Co według Ciebie najważniejsze jest podczas ciąży? Co zrobić żeby przeżyć ten czas naprawdę dobrze? Jak się przygotować?

Podstawą jest dobry, zaufany ginekolog. Taki, który nie tylko zleci wszystkie niezbędne badania, ale będzie oparciem przez wszystkie miesiące i który będzie rozwiewał nasze wątpliwości. Nie ma nic gorszego niż szukanie porad na internetowych forach. Internet ugina się od „specjalistów”, którzy nie mają żadnej medycznej wiedzy, a swoje teorie opierają o swoje przeczucia. Radzą, by radzić, by udowodnić sobie, że są potrzebni, a w praktyce szkodzą. Oczywiście niezbędny jest także ktoś bliski, komu można wypłakać się w rękaw i dać upust emocjom pełnym ciążowych hormonów. Może to być mąż, siostra, mama czy przyjaciółka. Ważne, żeby ta osoba nie oceniała, nie radziła na siłę, tylko słuchała. Bo kiedy przez kilka miesięcy kobieta zmaga się z mdłościami, wymiotami, zgagą, kiedy targają nią obawy o siebie i dziecko, kiedy z niepokojem wpatruje się w swoje ciało, ma prawo narzekać. Na to, jak jej źle, na to jak się boi i na to, jak niedoskonały jest otaczający ją świat. To oczyszcza, dlatego nie warto tłumić takich myśli tylko w głowie.

Nie wiem, czy można się przygotować do ciąży, do porodu czy do macierzyństwa. Każda kobieta jest inna. Ba! Jedna kobieta może przeżyć kilka różnych ciąż i porodów, może mieć skrajnie różne dzieci. Ważne, by słuchać siebie. Nie snuć planów, ale też nie martwić się na zapas. Oczywiście, przed ciążą warto udać się do lekarza, zrobić trochę badań, zacząć przyjmować kwas foliowy. Przed porodem dobrze jest wybrać szpital, w którym chce się rodzić, można wybrać przyszpitalną szkołę rodzenia, zwiedzić porodówkę i przygotować torbę do szpitala zgodnie z wytycznymi, które często można znaleźć na stronie internetowej danej placówki. Dobrym pomysłem jest także sprawdzenie najbliższego szpitala – jeśli poród nas zaskoczy i konieczne będzie wezwanie karetki, może się okazać, że dziecko urodzi się nie tam, gdzie planowaliśmy.

Nie warto poddawać się modom. Kobiety w ciąży są bombardowane pięknymi zdjęciami ubranek, kocyków, fantastycznych gadżetów, z których każdy opatrzony jest komentarzem „must have”. Przyszłe i młode mamy – nie dajcie się! Wasze dziecko nie zauważy różnicy, jeśli zamiast kocyka minky odkryjecie go zwykłym, równie miękkim, a trzykrotnie tańszym. Nie musicie mieć komody z przewijakiem, wystarczy tania nakładka na łóżeczko, a może w ogóle będziecie wolały przewijać dziecko na łóżku. Wanienkę kupicie za 20 zł, a zamiast designerskiej pościeli prawdopodobniej lepiej Wam się sprawdzi śpiworek z wyprzedaży. Kosmetyki warto testować od tych najtańszych – często droższe specyfiki nie sprawdzają się do zwykłej, bezproblemowej skóry. Poczekajcie na dziecko, obserwujcie je i słuchajcie go.

Co było dla Ciebie najtrudniejsze na początku macierzyństwa?

Na początku brakowało mi wiary w siebie. Naczytałam się bzdur o tym, jaka jest „matka idealna” i z cierpieniem próbowałam wcielić je w życie. Miałam pretensje do siebie o to, że nie umiałam wykarmić dziecka piersią (karmiłam trzy tygodnie). Byłam zła na siebie, że nie zdołałam urodzić naturalnie (po ponad 20 godzinach walki, z powodu braku postępów porodu, trafiłam na stół). Bardzo pomogła mi wtedy położna środowiskowa, która wytłumaczyła mi, że moje dziecko będzie szczęśliwe jeśli ja będę szczęśliwa. Dziecko chłonie nasze emocje jak gąbka. Kiedy tylko odpuściłam, przestałam walczyć z laktacją i przeszłam w pełni na butelkę, kiedy zaczęłam ignorować rady otoczenia i żyć po swojemu z dzieckiem i mężem, okazało się, że to wszystko robi się prostsze. Bardziej naturalne, jak oddychanie.

Jak wspominasz swoją ciąże? Co cię podczas niej najbardziej zaskoczyło?

Jestem jedynakiem, mój mąż również. Nie mieliśmy żadnego punktu odniesienia, ciąża była dla nas czymś nieznanym, ale pięknym. Wydawało mi się, że to „coś prostego”, wystarczy zajść w ciążę, urodzić i już. Nie przychodziło mi do głowy, że mogę mieć złe wyniki badań, że coś złego może zagrażać mi lub dziecku. Na pierwsze badania prenatalne szłam jak na kontrolę i zderzyłam się ze ścianą. Z jednej strony trafiliśmy na lekarza o zerowej empatii, który nas nastraszył, z drugiej uderzyła nas niewiedza. Wpadłam w panikę, z gabinetu wychodziłam zalana łzami, mąż musiał odwołać delegację, bo nie mógł zostawić mnie w takim stanie samej. Pilnie umówiliśmy się do innego lekarza, który powtórzył badanie, obliczył wskaźniki (pierwszy uznał, że dziecko było zbyt duże i wynik będzie niedokładny), ale dla naszego spokoju zdecydowaliśmy się na badania genetyczne. To były najdłuższe trzy tygodnie w moim życiu. Wszystko zakończyło się szczęśliwie, a jak zrozumiałam, że nie ma rzeczy oczywistych.

Później pojawiła się u mnie cukrzyca ciążowa. Z dnia na dzień zmieniłam dietę i choć było ciężko, synek wyszedł z tego bez szwanku. A ja ostatecznie schudłam. Szczęśliwe zakończenie.

Jak się czujesz w swojej drugiej ciąży? Mając już doświadczenie masz w sobie więcej spokoju, czy coś nadal wzbudza Twój lęk?

Mam w sobie mniej spokoju, ponieważ już wiem, jak wiele rzeczy może pójść nie tak. Do wszystkiego podchodzę ostrożniej. Dodatkowo ta ciąża jest cięższa. Silniejsze mdłości, zgaga, ciągłe zawroty głowy, a upały wcale mi nie pomagają. Dodatkowo zaliczyłam już wzywanie karetki i kilka dni w szpitalu spowodowane krwotokiem. Od tamtej pory ciągle boję się, że historia się powtórzy, że coś złego spotka moje maleństwo. Mam lekarza prowadzącego (w ramach pakietu medycznego z pracy), ale dodatkowo chodzę do innej lekarki prywatnie, by mieć pewność, że wszystko jest ok. Boję się. Jak jeszcze nigdy dotąd.

Co dało Ci macierzyństwo? A co zabrało?

Macierzyństwo to szczęście. Możliwość patrzenia, jak dziecko rośnie, jak się uczy, jak jego twarz rozświetla się uśmiechem to prawdziwy dar od losu. Na pewno się zmieniłam, przestałam bać się małych dzieci, trochę zmieniły się moje priorytety. Ale nadal jestem sobą. Nie czuję żadnej straty. Nadal mam znajomych, nadal się odwiedzamy, gram z mężem w planszówki i przesypiam noce, chodzimy na spacery, jeździmy na wakacje. Żyjemy. Bo posiadanie dziecka nie oznacza, że trzeba zrezygnować z siebie i z życia. Wręcz przeciwnie! Nie wyobrażam sobie, że miałabym się stać jedną z matek, których świat sprowadza się wyłącznie do butelek i pieluch, które wychodzą z domu tylko by pogadać z innymi matkami i w wolnych chwilach wiszą na forach. Oszalałabym. Godzę dotychczasowe życie z nowym, marzę i staram się spełniać te marzenia. Kiedy mam siłę (druga ciąża mocno daje mi w kość) uczę się francuskiego, piszę, czytam książki. Zależy mi na tym, by moje dzieci miały spełnioną matkę, która żyje. Tak po prostu.

Jak się czujesz na dzień dzisiejszy? Ty jako kobieta żona mama? Dobrze Ci z sama soba? Czujesz się spełniona?

Bywam zagubiona. Nachodzą mnie wątpliwości, lęki. Ale to normalne. Z jednej strony atakują mnie hormony, z drugiej mam już dość siedzenia w domu. Brakuje mi ludzi, wyzwań zawodowych. Wiem, że to chwilowy stan i staram się tym nie przejmować, ponieważ najważniejsze jest zdrowie mojego maleństwa pod sercem. Tak naprawdę mogłabym na te pytania odpowiadać różnie, w zależności od dnia. Chyba mam za dużo wolnego czasu, za dużo myślę. Szukam samej siebie, zastanawiam się nad tym, czego oczekuję od życia. Niepotrzebnie filozofuję. Ale w głębi serca jestem szczęśliwa i tego się trzymam.

Co dzisiaj najbardziej przeszkadza ‘mamie być szczęśliwą  mamą?’

Najbardziej przeszkadzają wyidealizowane matki, promowane przez media społecznościowe. Jak wygląda matka idealna? Rodzi dziecko naturalnie, najlepiej w wodzie, ze szpitala wychodzi na drugi dzień, dziecko ma piękne i pachnące. Karmi piersią do 2 roku życia (a nawet dłużej), nosi w chuście, gotuje mu obiadki z ekologicznych upraw, pokój ma pełen najmodniejszych gadżetów, dziecko ubiera w piękne ubranka, najlepiej 100% bawełny polskiej produkcji. Sama wygląda zawsze olśniewająco, pełen makijaż, włosy zadbane, gotuje mężowi dwudaniowe obiady, biega, chodzi na siłownię, jeździ z niemowlakiem na basen, na zajęcia muzyczne, na buggy gim. I to wszystko na raz! Tak, celowo przerysowuję ten obraz, ale niestety są matki, które próbują udowodnić innym, że takie właśnie są, że tak trzeba, że inaczej krzywdzi się swoje dziecko. I później te młode mamy w to wierzą, obwiniają się, że takie nie są, robią mnóstwo rzeczy wbrew sobie i czują narastającą frustrację. Wszystko jest dla ludzi, ale pod warunkiem, że ma się na coś czas, siłę i ochotę. Nie można się zmuszać do jakiś zajęć czy wydawać fortuny tylko dlatego, że otoczenie uważa, że tak trzeba.

Jesteś autorką książki “Szmaragdowy wąż”. Skąd pomysł? Inspiracja? I jak znalazłaś czas na pisanie wśród tylu obowiązków?

„Szmaragdowego Węża” zaczęłam pisać jeszcze w gimnazjum. Powstała masa wersji, wielokrotnie zaczynałam od nowa, aż w końcu dopracowałam wersję, którą postanowiłam wydać. Zaczęło się od snu. Reszta ukształtowała się w trakcie pisania. Najpierw pisałam do wydawnictw, ale odpowiadała mi albo cisza albo propozycja współfinansowania, na którą nie było mnie stać. W końcu doszliśmy do wniosku z mężem, że spróbujemy sami. Znajomy zajął się okładką i składem, znaleźliśmy drukarnię i… udało się. Nie był to spektakularny sukces. Selfpublishing to trudny kawałek chleba, ale nie żałuję. Dzięki temu poznałam masę wspaniałych osób, dostałam wiatru pod skrzydła i zapragnęłam lecieć jeszcze dalej. Premiera odbyła się na tydzień przed porodem, później w wolnych chwilach walczyłam z promocją. Sprzedało się jakieś 100 egzemplarzy, ale przecież pojawiłam się znikąd. To nie jest zły wynik.

Czy masz jeszcze jakieś plany wydawnicze? Szykujesz kolejne książki?

Mam mnóstwo planów, które czekają na swój czas. Jestem w trakcie pisania drugiej powieści dla młodzieży, mam rozgrzebane kilka innych projektów, z których dwa można śledzić na Wattpadzie. Marzę o wydaniu „Szmaragdowego Węża” w zwykłym wydawnictwie, ale nie wykluczam kontynuacji własnego biznesu. Jednego jestem pewna – nie zamierzam się poddawać. Nigdy.

 

 

Martyna Dziugieł – Blogerka, Żona, Mama. Autorka książki “Szmaragdowy wąż”. Kobieta wciąż poszukująca swojego miejsca. Aktualnie w drugiej ciąży. Jej najnowsze opowiadanie możecie czytać na www.wattpad.com . Martynę poznałam na Instagramie. Mama która niczego nie udaje, jest sobą i przez to zyskała moją ogromną sympatie.

Możecie znaleźć tę kochaną kobietę tutaj:

Instagram

Wattpad