Zatrzymaj się, chociaż na chwilę.

Nie zachęcam do czytania książek smutnych, nie lubię historii ludzi chorych, wiem że to realne zagrożenie, że obok mnie czasem rozgrywają się największe tragedie. Ale jeszcze czytanie o tym dodatkowo mnie rozkłada. Zatem jakie było moje zdziwienie kiedy naprawdę całkiem przez przypadek wzięłam do czytania książek Nataszy Sochy ‘Apteka marzeń’. Nie czytałam wcześniej opisu, czasem tak robię. Biorę książkę najbliżej na półce i wychodzę z Biblioteki. Tym razem ciesze się z tego przypadku. Mimo tego, że w książce temat choroby i cierpienia jest jednym z głównych, to niesie ona za sobą ogromne pokłady dobra, radości i siły.

“Balon zawsze gdzieś odlatuje i w zasadzie nigdy do nas nie wraca. Z chorobą też tak powinno być. Powinna po prostu zniknąć z naszego życia, a przy okazji jakoś wynagrodzić chorym to, że nieźle oberwali po dupie. I spełnić choć jedno marzenie.”

 

apteka marzen

Kiedy życie postanawia nas zaskoczyć.

Dwie historie przedstawione w książce, które mają miejsce jednocześnie tak naprawdę mogą dotyczyć każdego. Magda, mama 2-letniej Oli, nie zdaje sobie sprawy z tego, że marudzenie jej córki na złe samopoczucie ma tak poważne podłoże. Kiedy wybiera się do lekarza z dzieckiem, diagnoza którą usłyszy zmieni życie jej i jej rodziny już na zawsze. Okazuje się, że jej córeczka ma raka. I to raka, który rości sobie prawo nie tylko do ciała jej córki, ale i to życia. I tak cała rodzina zmobilizowana do działania zmienia swoje przyzwyczajenia, schematy, zwyczaje. Teraz Magda zrobi wszystko, żeby uratować córkę. Tylko jak to pogodzić z wychowaniem syna, który z dnia na dzień coraz bardziej tęskni za nieobecną mamą. Czy można dać znać równości pomiędzy życiem w szpitalu z córką, a życiem rodzinnym, gdzie trzeba być mamą dla zdrowego dziecka, żoną dla równie załamanego męża. A w tym wszystkim pamiętać o sobie, o tym że też jest się tylko człowiekiem. Jak w tym wszystkim zachować radość i uśmiech, żeby chorująca Ola widziała uśmiech u mamy? …. Druga historia, to widziana oczami Karoliny historia jej chorowania, która też zaczyna się całkiem niewinnie  – od zasłabnięcia. Tutaj obraz jest zupełnie inny. Dorastającą dziewczynę wychowuje tylko mama. Ojca nie zna i nigdy nie widziała, ponieważ wyjechał. Jak się okazuje założył też nową rodzinę, ponieważ nagle odzywa się do Karoliny jej młodszy pół-brat, jak sama go nazywa. Nie mamy jednak kiedy litować się nad nastolatką. Nie chce się ona poddać chorobie, chce być silna i odważna. Poznaje małą Olę i dzięki niej wpada na pomysł – chce spełniać marzenia chorych na nowotwór dzieci. To staje się jej największym pragnieniem.

Zatrzymaj się chociaż na chwilę. 

Książka nie jest banalna, nie jest cukierkowa, prosta. Jest prawdziwa. Bohaterowie nie są superbohaterami. Nie zyskują nagle zdrowia za sprawą czarów. Spotykamy się tutaj nie tylko z cudem, jakim jest życie, ale i ze śmiercią, stratą i cierpieniem. Nie ma łatwych odpowiedzi. Jest za to zrozumienie. I siła. Pięknie pokazane matki dzieci, które chorują na raka. Prawdziwe bohaterki, często śpiące na podłodze w salach szpitalnych, byleby być blisko swoich dzieci. Niepomalowane, nieuczesane, dawno zapomniały o sobie. Codziennie rano zakładają na siebie zbroję i idą walczyć. Pokazane doskonale ich rozterki, załamania, ogromne cierpienie i nieustannie podsycany ogień nadziei. Ciesze się też, że w książce jest tak dużo na temat działania Drużyny Szpiku. O tym jak bardzo pomaga takim mamom jak Magda (historia jest oparta na faktach), ile działa na rzecz chorych. Wspaniała inicjatywa, cudownych ludzi…

Historia Karoliny pokazuje za to niewymuszony sztucznie brak egoizmu. Dziewczyna stara się chorować, ale jednoczenie nie skupiać na tym całkowicie. Chce pomagać, chce widzieć radość w dzieciach, chce dawać nadzieję. Taka postawa zasługuję na uznanie. A jednocześnie widzimy jak choroba wszystko jej zabiera. Jeszcze niedawno kupowała pierwszy stanik, dostała okres, spodobał się jej chłopak, zyskała brata. A teraz wszystko zamienia się pasmo chemii, lekarstw, badań. I oczekiwania na dawce. Ale ona nie chce, żeby ten czas był smutny, chce dać siebie, być dla innych. Taka postawa u tak młodej dziewczyny! A my nie raz, nie dwa mamy problem, żeby poświęcić bliskim chociaż 10 minut czasu…

“Człowiek staje się dorosły nie wtedy, gdy ubrania robią się dla niego za ciasne, ale gdy wyrasta z własnego egoizmu”.

 

Dlaczego polecam tę książkę mamom? 

Dlatego, żeby się zatrzymać, zastanowić. Docenić codzienność na którą czasem tak bardzo przeklinamy. Przytulić się do męża. I nie sztucznie na chwilę, a zaraz się pokłócić. Ale dłużej. Dlatego żeby pójść do pokoju dziecka i zacałować je, załaskotać. Poczytać mu książkę. Dlatego, żeby nasza postawa wobec życia stała się mniej roszczeniowa. Chcę pokazać nadzieję, ale i momenty kiedy się poddajemy i mamy do tego prawo. A przede wszystkim dlatego, że jeśli jesteście w takiej sytuacji, to pamiętajcie że nie jesteście same.

 

Mały apel.

Może wejdźcie na stronę Drużyny Szpiku. I zarejestrujecie się w bazie potencjalnych dawców?

To chwila, a możne uratować życie. Każdy z nas ma swojego brata bliźniaka genetycznego.

Może akurat to dzięki Tobie, czyjeś życie zostanie uratowane?

To nie boli. A ratuje. Niesie nadzieje. Może warto zrobić dzisiaj coś dla innych. 

Kto wie, może to ty lub ktoś ci naprawdę bliski będzie kiedyś potrzebował pomocy? 

Proszę…

karo