Świetna rekompensata za “Dziewczynę z pociągu”. Jest ciekawie!

Muszę przyznać, że nie jestem i nie byłam i nie będę w grupie ludzi zachwyconych książką Pauli Hawkins “Dziewczyna z pociągu”. Ani troszkę mnie ona nie zainteresowała. Ani troszkę nie wywołała emocji, a wręcz znudziła. Niestety zawiodłam się i raczej nie chciałam już sięgać po książki tej autorki. Na szczęście trafiłam na recenzję Wielkiego Buka, dzięki której wypożyczyłam nową książkę autorki “Zapisane w wodzie”. I przepadłam. W dwa wieczory, z pączkiem i herbatką. No dobra… z pączkami i herbatkami 😉

Historia zimna, mętna i groźna. 

Książka od samego początku zaczyna się mocno. W małym miasteczku w miejscu zwanym Topielisko, znaleziono kobietę. Skoczyła z wysokiej skały, ale podejrzewa się morderstwo. Dodatkowo kilka miesięcy temu w tym samym miejscu utopiła się młodziutka dziewczyna – najlepsza przyjaciółka córki zamordowanej kobiety. Jakby tego było mało, miejsce ma bardzo złą sławę, ponieważ jak mówi miejscowa ‘czarownica-oszustka’, topiło się w niej kobiety które były niebezpieczne, nietuzinkowe, odważne. Siostra zmordowanej przyjeżdża do miejsca swojego dzieciństwa, którego szczerze nienawidzi i musi zaopiekować się swoją siostrzenicą. Na dodatek duchy przeszłości nie chcą dać jej spokoju, a siostrzenica Lena, zachowuje się jakby dokładnie wiedziała dlaczego te dwie okropne sytuację miały miejsce. W tym całym zamieszaniu mamy jeszcze młodą policjantkę, która widzi więcej niż inni i zaczyna to przełożonym przeszkadzać, oraz grupę męskich bohaterów, którzy chcą rządzić w miasteczku i wciąż myślą, że kobiety są gorsze, a ich zadaniem jest być : miłą, grzeczną i skromną. Zamieszanie, jest nie małe, ale nie ma czego się bać – wszystko jest tak napisane i opisane, że bez trudu można połapać się w historii.

Dlaczego polecam mamom? 

Książka straszy, robi mętlik w głowie, niepokoi. Ale do toalety na pewno nie będziecie się bały iść po lekturze. Zdecydowanie bardziej podoba mi się w książce pokazanie jak brak równowagi życiowej, brak ‘podpory” w życiu, zasad, może zepchnąć nas w głąb ciemności. W książce przedstawione są sylwetki kobiet, które cierpią po stracie bliskiej osoby, które są samotne i które zostały zdradzone. Wybierają drogę zemsty, gniewu, szaleństwa. Nie chcą słuchać ‘dobrego’ głosu w sobie. Obojętne na osoby, które przy nich zostały, pogrążają się w otchłani. Oszem, można też śmiało napisać, że książka pokazuje też losy kobiet, które wybijają się ponad przeciętność, są nietuzinkowe, odważne. Inne. Ale cóż im z tego skoro ich bliscy czują się samotni, zostawieni na boku, odtrąceni, zdradzeni. W szaleństwie jest metoda dopiero wtedy, a może zwłaszcza wtedy, kiedy jednak masz kotwice w życiu, która bezpiecznie trzyma cię przy ziemi i nie pozwala za bardzo odlecieć. My kobiety już teraz rzadko ze sobą współdziałamy, wspieramy się. To też wyraźnie widać w tej książce. Nie ufamy sobie. Nie słuchamy się. Za bardzo wszyscy wpatrujemy się w siebie. A szkoda. Wydaje mi się czasem że współpraca i wspólne działanie może przynieść więcej korzyści. A dodatkowo, warto mieć zasady, których się trzymamy.

karo.