„Światło między oceanami” – M.L. Stedman

Kiedy człowiek traci już całą nadzieję i przestaje wierzyć, że cokolwiek dobrego może go jeszcze spotkać, dana mu w tym momencie szansa staje się dla niego ostatnią deską ratunku. I trudno mu potem oceniać, czy korzystając z niej postąpił dobrze czy źle. Jego to uratowało… Ale prawie zabiło inną osobę. Jakie mamy prawo zabierać innym szczęście, nawet jeśli nam zabrano je nawet kilkukrotnie?

Czasami, a nawet częściej ludzie nie zdają sobie sprawy, dlaczego pewne sytuację ich spotykają. Myślą, że jako całkiem w porządku ludziom powinno im się powodzić, albo chociaż …udawać od czasu do czasu. Niestety bywa tak, że spadają na nich tak ogromne tragedie, że zastanawiają się nie tylko nad sensem swojego życia, ale i nad sensem tego, kto mógłby być tak okrutny i takie tragedie na nich zsyłać.

Nie inaczej było w życiu Isabell i Toma. On doświadczony przez wojnę i życie, spokój odzyskuje w pracy latarnika. Ona młoda, niedoświadczona, ale kierująca się sercem kobieta. Spotykają się przypadkowo i ich życie na zawsze się odmienia. Do życia Toma wchodzi miłość i nadzieja, nowe światło, które pokazuje mu cel. Mogłoby się wydawać że będzie idealnie. Do szczęścia brakuje jeszcze owocu ich miłości  – dziecka. I staje się cud – Izzy zachodzi w ciążę. Niestety dziecko umiera. Potem kolejne i kolejne… Trudno sobie wyobrazić tragedię jednej straty dziecka, co dopiero trzech… W ich szczęście wkrada się smutek, żal i gniew. Modlitwy nie są wysłuchiwane, a Tom chociaż bardzo by chciał, nie potrafi pomóc żonie.

I wtedy staje się prawdziwy cud – do wyspy gdzie mieszkają, przybija łódź, w środku której małżeństwo znajduje … niemowlę. Wysłuchane modlitwy? Dar morza? Światło między oceanami? Czy próba? Jak daleko posunie się Tom, żeby uszczęśliwić żonę? Co jest w stanie zrobić Isabell w drodze do spełnienia swojego celu? I czy mamy prawo kraść czyjeś szczęście?

 

Dlaczego książka mnie rozzłościła? 

Przez 2/3 książki byłam zła na, moim zdaniem, zbyt rozciągniętą fabułę, za długie opisy życia latarnika, wojny, czy uczuć bohaterów. Akcja rozwija się bardzo, bardzo powoli. Oczywiście były przejmujące sceny – nie sposób nie wzruszyć się czytając o nadziei małżeństwa na dziecko, ich radości. A następnie czytać o ich tragedii. Niemniej jednak książka się niesamowicie dłuży i dopiero pod koniec, dostajemy zastrzyk adrenaliny i zdarzenia zaczynają przyśpieszać.

Isabell. I jej wybory. Oczywiście zazwyczaj staram się nie oceniać bohaterów, ludzi. Nigdy nie wiem jak ja bym się zachowała w tej sytuacji. Nie wiem jak ja bym zniosła takie cierpienie i potem jak ono wpływałby na moje decyzje. Niemniej jednak świadomość, że w niektórych sytuacjach postępuje myśląc tylko o sobie, lub kiedy próbuje mimo wszystko przywłaszczyć sobie cudze szczęście. I jednocześnie widząc cierpienie innych – trudno mi racjonalnie wytłumaczyć jej zachowanie, lub próbować jej bronić. Nie potrafię.

Jak bardzo moja ciążą wpłynęła na postrzeganie tej książki – nie wiem. W postaci Toma widziałam mojego Męża, bo dostrzegłam, że oboje mają tak samo dobre serca i bardzo ważne dla nich jest nie krzywdzenie innych. Ciężko było mi poczuć więź z Izzy. Ale na końcu książki poczułam jej smutek. I ten brak spełnienia. Natomiast postać Hannah, jej nadzieja i wiara w cud, dla mnie osobiście były niesamowite. Mimo wszystko, wierzyła. A potem starała się to wszystko naprawić. I wybaczyć. To wybaczenie w niej podziwiałam.

 

Nie oglądałam filmu. Książka mimo wszystko, bardzo mnie zmęczyła i musiałam zmagać się sama ze sobą żeby ją dokończyć. Szkoda, bo historia piękna i ucząca.

 

karo.

  • Iza D- www.nietylkorozowo.pl

    Kurczę, wiele osób narzeka na to rozwleczone wprowadzenie, a ja tego w ogóle nie czułam. Uważam, ze było ono potrzebne by poznać bohaterów i ich motywacje.

    • admin

      Jeśli popatrzeć na to z tej strony, to rzeczywiście 🙂 Było ono potrzebne 🙂

  • Mam bardzo podobne odczucia, jak @matkapolki:disqus. Książka mnie zachwyciła, oczarowała tym wstępem. Podobała mi się ta dzikość oceanu, jego nieokiełznana natura, która była idealnym tłem dla emocji bohaterów.
    Czytałam tę powieść z zapartym tchem i tak mi było żal każdej z kobiet. Owszem, Isabel można potępić, ale w obliczu jej straty i okoliczności sprawa nabiera nieco innych barw.

    Niezmiennie polecam tę książkę! 🙂

    • admin

      Też polecam tę książkę, od momentu którego wszyscy dowiadują się prawdy i wychodzi ona na jaw, rzeczywiście jest to niezmiernie wciągająca książka. Może moim problemem jest to, że czasem za szybko chce żeby akcja się rozwijała 😉