Rozczarowanie miesiąca. “Zimowe sny”

Ostatnio mocno się zawiodłam. I nie chodzi mi tu już o “Kiedy odszedłeś”, bo mam oficjalny zakaz mówienia o tej książce, bo wszystkim truje tyłek, jaka ta książka jest kiepska. Dzisiaj zawiodłam się wychwalanym przeze mnie ostatnio Richardem P. Evansem. Oczywiście pozostałe książki, darzyć będę wciąż miłością wieczną, niestety im dalej w las, tym… książki coraz słabsze. Tak też jest z jego dziełem “Zimowe sny”. Początek rzeczywiście zachęca nas do dalszego czytania, robi się ciekawie. Niestety kolejne strony to już tylko walka z samym sobą, żeby książki nie odłożyć na zawsze na półkę…

Jest to historia Josepha i jego jedenastu braci. Zazdrość rodzeństwa doprowadza do tragedii, a bohater będzie musiał radzić sobie z przeciwnościami losu zupełnie sam. Dzięki niesamowitym snom, jest jednak w stanie przewidzieć niektóre wydarzenia i wyjść z opresji. Spotyka miłość swojego życia, o którą będzie musiał zawalczyć, ponieważ nie jest dobrze kiedy dwoje kochających się ludzi ma przed sobą tajemnicę.Na dodatek nad Josephem co chwilę zbierają się czarne chmury. Los jednak jeszcze się do niego uśmiechnie. I to bardzo.

Cóż w takim razie przeszkadza mi w książce? Jest przewidywalna, prawdy życiowe które tak bardzo lubię w książkach Evansa, rzucane przy każdej możliwej okazji brzmią sztucznie. Nie mówiąc już że na stronie A bohater ma życie do dupy, a już na stronie C wszystko jest ekstra ładne. Drażni mnie to bo brak tutaj spójności i jednej całości, seria przypadków jest mocno naciągana. Elementy naszej polskiej kultury, są smacznym dodatkiem do całości i muszę przyznać, że przyjemnie się czułam kiedy czytałam, że “Polki to najładniejsze kobiety, ale chyba same o tym nie wiedzą” (co jest prawda).

Mimo całego uroku książki, jestem na nie. Coś dzieje się z złego z każdą nową książka Pana Evansa. Jakby brakowała im świeżości i tego miłego elementu zaskoczenia.

183419-352x500