Recenzja książki “Kiedy odszedłeś”

Recenzji i opinii na temat książki “Zanim się pojawiłeś”, jest tyle, że nie ma sensu już pisać kolejnej. Niemniej jednak kiedy usłyszałam że ma się ukazać druga część książki, pomyślałam że może będzie tak smaczna jak część pierwsza. Uradowana poleciałam zatem do księgarni i zakupiłam część drugą, czyli “Kiedy odszedłeś”…Rozczarowanie które przeżyłam bardzo mnie zabolało. Tak bardzo, że wysłałam książkę do innego miasta, żeby była jak najdalej ode mnie.

Przesadzam?

Nie. Zastanawiam się, co autorka miała na myśli.Czytałam nie jedną jej książkę, ale tutaj wykazała się prawdziwą kreatywnością jeśli chodzi o sytuację które przytrafiają się głównej bohaterce.

O co tu chodzi?

Lou wraca do Londynu. Spada z balkonu na 5 piętrze, ratuję ją nieziemsko przystojny ratownik medyczny, ale to dopiero początek. Parę tygodni po wypadku zjawia się nie kto inny tylko …. CÓRKA WILLA. Niestety on nie miał o niej pojęcia. Przez dobrych kilkadziesiąt stron miałam wrażenie jakby to byłą książka nie o Lou, tylko o Lily. Tempo nie zwalnia. Młoda dziewczyna daje bohaterce nieźle popalić. Pali, pije i zadaje się z podejrzanym typem, który ją szantażuję. I to nie koniec moi Drodzy. W nieistniejącym “międzyczasie” (a jednak!) Clark próbuje sobie ułożyć życie z Samem, znaleźć pracę i sens życia. Po drodze mamy jeszcze bardzo dużą serie niewiarygodnie niefortunnych zdarzeń.
Akcja tak szybko się zmieni, że po chwili mam wrażenie, że ta książka jest złożona z trzech innych książek i razem na szybko złożona do kupy. Duża ilość nieprzyjemnych wydarzeń i złych wiadomości które przytrafiają się głównej bohaterce jest mocno przesadzona i naciągana.  Miło było znów spotkać Lou, jej rodziców. Móc obserwować świat z perspektywy osoby która cierpi po stracie ukochanego. Niestety… nasza bohaterka potrafi wzbudzić negatywne emocje. Jako 30-letnia kobieta na siłę stara się siebie uciemiężyć i być nieszczęśliwa. Nie dziwie się frustracji jej bliskich, którzy patrząc na jej zachowanie tracą nerwy.

Cała akcja zmierza do happy endu, niestety oczywistego. Cały potencjał jaki miała ta książka zostaje pogrzebany wraz z ostatnią stroną książki. Postacie wymyślone przez Jojo Moyes kochałam, ale chyba Pani Pisarz przerosła presja, którą wywarli na nią jej fani i zamiast kolejnej świetnej książki mamy 496 stron mocno niedorzecznej historii.

Kocham Jojo Moyes. Darzę ją miłością książkową od dawna. Nie bądźcie złe. Też z ciężkim sercem pisałam tę recenzję. Prawdomówność okazała się silniejsza niż miłość.
Niemniej jednak, czytajcie! 
Dajcie się ponieść. 

Karo.

472038-352x500