Operacje bez narkozy, leczenie z zamkniętymi oczami i rodzenie pod pierzyną, czyli ‚Ginekolodzy’.

Nie będzie dla nikogo tajemnicą, że odkąd zaczęłam być w ciąży tematy związane z macierzyństwem, rolą kobiety, dziećmi, wychowaniem przestały mi być obce. Dalej jednak trzymam się zasady, że jeden poradnik na kilka miesięcy wystarczy. Często skupiam się na ksiązkach historycznych, wywiadach, reportażach. Mam wrażenie, że spotkanie się z „żywym” człowiekiem daje mi coś więcej. Uświadomienie sobie, że oni naprawdę byli/są pokazuje mi, że wciąż mimo tego co myślę, mogę zmienić wiele rzeczy w życiu, lub czegoś nowego się nauczyć. I fakt. Potrzeba do tego odwagi, ale potem… Potem to już może być tylko gorzej (aż do śmierci 😉 no w każdym razie takie się donosi wrażenie, po książce Jurgen’a Thorwald’a – ‚Ginekolodzy’.

 

 

Jurgen Thorwald – Ginekolodzy / wyd. Marginesy

Kiedy piszę, lub mówię, że książki otwierają nam głowy, poszerzają horyzonty, lub uczą, to nie są to bajki, frazesy które możemy włożyć między wiersze. Książka ta udowadnia moją tezę i przekonuję mnie do słuszności propagowania czytania. Jest napisana rzetelnie, mądrze i stara się nie odnosić po żadnej ze stron (chociaż…wybaczam te parę razy, sama ledwo usiedziałam na miejscu). Ciesze się, że powstała. Dzięki niej mogę docenić czasy w których żyję, to raz, a dwa cóż… Dziękuje kobietom i mężczyznom, którzy walczyli o to, żebym dziś mogła rodzić godnie i  mieć prawo do leczenia.

Czy Ty wiesz jak było kiedyś? 

Na początku byłam mocno zszokowana. Powiem szczerze, że przeraziły mnie opisy operacji, które były przeprowadzane na kobietach bez znieczulenia. O porodach które trwały po kilkanaście dni, po nikt nie znał cesarskiego cięcia (inaczej, nie odkrył go). Smuciło mnie ogromnie (gdyż jestem osobą wierzącą), że Kościół Katolicki i NIE TYLKO – inne wiary chrześcijańskie równie mocno 😉 przyczyniały się do ucisku kobiet, zabierały im głos, lub po prostu spychały do roli istot których zadaniem było tylko rodzenie dzieci (chyba żartujesz, że chcesz mieć mniej niż 8?!). Przykro było czytać o ich cierpieniu, umieraniu w bólu i o tym, że czasem specjalnie mężczyźni przymykali oczy na ich cierpienie. Na początku też nie spodobało mi się to, iż autor tak bardzo nie doceniał roli akuszerek, a ginekologię uważał za dzieło mężczyzn. Szkoda, bo ja uważam, że od kiedy się wmieszali to owszem, zawdzięczamy im prawie wszystko, ale oni uczynili też z tego zawody. Kto pierwszy, kto lepiej, kto szybciej, czasem… Nie patrząc na swoje pacjentki.

Przeraża fakt operacji, zabiegów. Czasem samym skalpelem i nicią. Bez mycia rąk, bez przygotowania operacji, miejsca zabiegu (często miało to miejsce po prostu na stole w domu kobiety). Brak prądu, bieżącej wody. Często śmierć przychodziła z powodu zakażeń – proste równanie – otwierano ciało do którego dostawały się wszystkie zarazki z zewnątrz, plus będące na nie czyszczonych narzędziach i rękach chirurgów.

 

Mimo to książka nie przedstawia bardzo „obrazowo” operacji, nie jest odrażająca, a opisy są bardzo wyważone. Mimo iż pełno w niej dat i nazwisk wciąga bez reszty. Udało mi się ją skończyć w dwa dni. Byłam zawiedziona, że to już koniec.

 

Historię przedstawionych tutaj pionierów ginekologii są naprawdę niesamowite. Przeplatają się tutaj ludzkie cierpienia, dramaty, romanse, ale i oszczerstwa, kłamstwa i zło. Walka o bycie najlepszym ginekologiem często ponosiła zbyt wiele ofiar. Mimo wszystko, w książce jest wiele opisów lekarzy dobrych, humanistów którzy w kobiecie widzieli nie tylko ciało, raka, dziecko, ale też jej często w tamtych czasach, schorowaną duszę… I starali się pomóc jak mogli najlepiej, czasem tracąc przez to posadę, lub własne dobre imię. Walczyli o prawa kobiet, o ich godność, o to żeby chorujące na raka nie były zamykane w izolatkach, skazane na powolną dramatyczną śmierć. Ale żeby i one były godnie leczone. To mężczyznom-ginekologom zawdzięczamy wynalezienie cytologii, cesarskiego porodu, pierwszych metod operacji raka jajnika, mięśniaków, czy w końcu jednego z naszych największych wrogów – raka szyjki macicy. Mamy tutaj też historię antykoncepcji, niestety aborcji, czy w końcu historii porodów naturalnych, które najpierw zostały zepchnięte, by potem przy pomocy jednego z lekarzy znów zaczęły cieszyć się popularnością.

Historia bywa okrutna, ale bywa też i piękna. I to pokazuje ta książką.

Nie jestem jakąś okrutną feministką, nie bronię tutaj nikogo racji. Ale kiedy czytam historię kobiet, które musiały przeżyć tyle okropności, żebyśmy teraz my mogły żyć tak jak chcemy. I kiedy czytam o mężczyznach, którzy stawali w naszej obronie a byli wyzwani, przeklinani i ośmieszani, budzi się we mnie gniew i złość. Dlaczego?! Dlaczego nikt nie chciał nam pomóc, dlaczego nikt nie słyszał naszego głosu. I musiało minąć tyle czasu, żeby w końcu nasz płacz został usłyszany.

 

Bardzo polecam kobietom! Naprawdę świetna książka!

 

karo.