Nasze położne. ‚Mundra’ i ‚Położna. 3550 cudów narodzin’.

Zawsze uważałam, że czytanie zmienia. Pomaga dorosnąć, zobaczyć inny punkt widzenia, zrozumieć ludzkie wybory, poszerza horyzonty. Sprawia, że stajemy się bardziej empatyczni. Dlatego dziś napiszę Wam o książkach dotyczących położnych. Ich pracy, doświadczeń, sytuacji życiowych. Nie będę nikogo bronić, wiem że wiele Kobiet ma traumy z powodu swoich porodów. Zostały potraktowane przedmiotowo i okrutnie.

Dziś chciałam Wam tylko pokazać inny punkt widzenia. Znaleźć jakąś nić porozumienia. W obecnych czasach wygląda to coraz lepiej. Mamy możliwość rodzenia w domu, szpitalu, z prywatną położną, przez cesarkę, dużo kobiet odmawia porodu naturalnego. Na szczęście są położne, które przyjmują poród i starają się robić to jak najlepiej.

Ale my też musimy zrozumieć, jak wygląda to wszystko po drugiej stronie. Łatwo jest osądzać kiedy nie znamy całej sytuacji.

 

‚Mundra’ Sylwia Szwed wyd. Czarne

 

Sip Sip

Jest to książka, która mnie zachwyciła. Mimo opisywania trudnej rzeczywistości – mamy tu opis pracy Położnych w czasie II wojny światowej, w czasach komunizmu, we wczesnych latach 90, oraz obecnie, przemawia cały czas przez te Kobiety poczucie misji. Opowiadają, jak dawniej wyglądała ich praca, ile się zmieniło, przez co musiały przejść i jak te przejścia bardzo je raniły. Szczególnie wzruszyło mnie wyznanie jednej z położnych, która tłumacząc czemu wcześniej np. nacinali krocze zawsze, czy pozycja mogła być tylko leżąca, szczerze i prostolinijnie odpowiedziała, że myślały że tak jest najlepiej. Nigdy nie chciały krzywdzić Kobiet. One chciały im pomagać, a że tak nauczono, to tak robiły. Położne przedstawione w tej książce mają ogromne doświadczenie, pracują już bardzo długo, jedna z Pań już nie żyje. Ale każda opowiada o narodzinach jak o cudzie. Odniosłam wrażenie, że każda z nich też stoi mocno za życiem. Wśród ‚starszych’ położnych nie brakuje traumatycznych przeżyć – jak te z okresu wojny, lub komuny, kiedy np. aborcje były powszechnie dostępne, a młode położne zaraz po szkole, chcąc czy nie chcąc musiały w nich uczestniczyć.

Dużo też w książce mówi się o zawodzie akuszerki, mądrej baby, która to dawno dawno temu odbierała porody i szacunek do niej był ogromny, niestety później się to zmieniło. Zabroniono wykonywać zawodu, mężczyźni zainteresowali się ginekologią i wyparli z niej kobiety na długie lata, po to, żeby po czasie zawód Położnej znów stał się poważany i ceniony. Nikt w czasie porodu nie zrozumie Kobiety tak jak inna Kobieta. Nikt nie będzie dla niej najlepszym wsparciem, jak wspaniała położna której Wam życzę. I nie ważne czy rodzisz w szpitalu, czy w domu, czy w wodzie, leżąc, czy kucając, ważne żeby osoba która będzie przy Tobie umiała Ci towarzyszyć.

 

Szkoda, że daleko w Polsce do Standardów, które mają kobiety w krajach skandynawskich. W książce, jest wywiad z położną Jolą Peterson, niezależną położną która pracuje m.in. w Polsce, Danii, Szwecji, Finlandii, na Grenlandii, czy na Islandii. Główną różnicą, którą porusza w wywiadzie jest różnica traktowania Położnej w Polsce, a w innych krajach i problem ciągle rosnącej liczy roszczeniowych kobiet. Oraz różnicę jaką przykłada się do porodu w innych krajach. U nas ciągle musimy walczyć, o to żeby było lepiej.

Każda Kobieta zapewne znajdzie w tej książce coś innego, coś dla siebie. Nie będę Wam opisywać tutaj książki ze szczegółami. Zapraszam Was do przeczytania. Naprawdę można się dowiedzieć bardzo wiele i bardzo wiele zrozumieć.

 

‚Położna. 3550  cudów narodzin’ Jeannette Kalyta

Sip Sip (1)

Jest to świadectwo pracy autorki, Położnej Jeannette Kalyti, która przepracowała w zawodzie ponad dwadzieścia pięć lat. Jest to książka, bardzo uduchowiona, emocjonalna. Wkraczamy w życie autorki, dowiadujemy się co nią kierowało, jak została położną i mamy możliwość poznać najciekawsze przypadki z jej życia zawodowego. Pani Jeannett, jest osobą, która nie wierzy w przypadki, za to wierzy w pomoc i obecność Aniołów. Do każdej swojej pacjentki podchodzi bardzo osobiście, starając się jej pomóc jak potrafi najlepiej. Przede wszystkim w tych historiach na pierwszy plan wychodzi godność rodzącej – jej prawo do wyboru. Jak chce rodzić, gdzie chce rodzić i z kim chce rodzić. Mocno zaakcentowany jest szacunek do wyboru Kobiety. Ogromne doświadczenie, które zebrała ze sobą przez te wszystkie lata, pozwala Kobietom, które są pod jej opieką, rodzić naturalnie, ale w sposób godny i sprawiedliwy. Jeannette służy im swoją radą i pomocą. Niebywałym doświadczeniem. Ma niezwykłą cierpliwość nie tylko do Pań, ale i do Panów którzy towarzyszą swoim wybrankom przy porodzie. Potrafiła przeciwstawić się systemowi i zacząć walczyć o godność Kobiet. Mimo młodego stażu, nie bała się zacząć zaraz po porodzie oddawać dziecka matce, pozwala na kontakt skóra-do-skóry, mimo tego, że narażała się na zwolnienie, pośmiewisko i krytykę. Odważyła się odejść ze Szpitala i zacząć pracować w jednym z pierwszych domów, gdzie odbywały się porody naturalne, domowe.

Sama autorka nie miała łatwego porodu. Przywiązana skórzanymi pasami do łóżka, gdzie jej zdania nikt nie brał pod uwagę, rodziła upokorzona, mimo, że sama właśnie została położną.

Piękna i mądra książka. Miejscami może troszeczkę ‚drapać’, ale polecam. Uczy, pokazuje piękno porodu i daje nadzieję.

A jakie Wy książki polecacie?

karo.

21441216_1648748981835920_967649989_o