Kiedy jesteś rodzicem, a kiedy przestajesz nim być? ‘Krucha jak lód’ – recenzja.

krucha jak lód

 

Książka nie należy do “łatwych”. Nie czyta się jej podczas sobotniego popołudnia do kawy i ciasteczka. Nie poprawi humoru, nie owinie ciepłym kocykiem. Nie. To książka zdecydowanie mająca na celu pobudzić się do myślenia, emocji, zmiany. Książka która pokazuje inną rzeczywistość niż Twoja. Wciąga Cię do niej i nie pyta o zgodę. Książka po której trudno będzie zasnąć, a tysiące myśli będzie kotłować się w Twojej głowie. Zwłaszcza kiedy jesteś rodzicem. Kiedy czekasz na dziecko. Kiedy zmagasz się z z trudnościami. Lektura nie łatwa, ale dobra. Pokazująca wiele odcieni rzeczywistości. Wiele dróg. Książka trudna dla kobiety w ciąży, a jeszcze trudniejsza dla rodziców dzieci, które się już urodziły. Porusza tematy trudne: adopcje, niechcianą ciążę, niepełnosprawność dziecka, miłość małżeńską, problemy z dziećmi. Mimo to, zachęcam. Czasem warto zastanowić się nad życiem.

Największa miłość i największy ból. 

Każda rodzina marzy o dziecku zdrowym i szczęśliwym. Każdy chcę dla dzieci jak najlepiej. Co się jednak dzieje, kiedy nie możemy im tego zapewnić, dać? Kiedy już na początku dowiadujemy się, że nasz największy skarb, przez całe życie będzie musiał cierpieć? Tak jest w życiu Charlotte i Seana. Po kilku latach starań rodzi się ich córeczka – Willow. Niestety, cierpi na rzadką chorobę genetyczną – OI – Osteogenesis imperfecta – wrodzoną łamliwość kości. Co to oznacza? A no to, że nawet kichnięcie powoduje łamanie się kości i cierpienie. Od urodzenia Willow będzie delikatna jak szklana banieczka. Niemniej jednak wszyscy od razu zakochują się w małej. A lekarz położnik, a jednocześnie najlepsza przyjaciółka Charlotte, Piper, kocha ją równie mocno. Jak zresztą całą rodzinę. Los jednak chce tak a nie inaczej, że rodzina coraz trudniej wiąże koniec z końcem, a w wyniku serii niefortunnych zdarzeń, dostają możliwość wysokiego odszkodowania. Bardzo wysokiego odszkodowania, które zapewni im dobre życie na zawsze. Wiąże się do jednak z dwoma rzeczami – po pierwsze Charlotte musiałaby oskarżyć swoją najlepszą przyjaciółkę i lekarza o błąd w sztuce lekarskiej i o tym, że nie poinformowała jej wcześniej o chorobie dziecka. A dwa – matka Willow musiałaby przyznać, że gdyby wiedziała np. 1 18 tygodniu ciąży o chorobie dziecka to… dokonałaby aborcji. I te słowa usłyszałaby nie tylko cała Ameryka, ale także jej ukochana córeczka, bez której nikt nie wyobrażą sobie życia. Sytuacja komplikuje się na tyle iż Sean wyprowadza się z domu, a starsza córka – Amelia zaczyna cierpieć na zaburzenia autodestrukcyjne. I oczywiście Piper czuje się oszukana i zdradzona, dodatkowo nie radzi sobie z całą sytuacją… Jak zakończy się ta walka? I po której stronie stanie czytelnik?

Kiedy stajesz się rodzicem?

Bardzo ważnym wątkiem pobocznym staje się też sytuacja prawniczki Charlotte, Mariam. Od momentu w którym dowiaduje się, że jest adoptowana chce znaleźć swoją ‘prawdziwą’ matkę. Sytuację ułatwia jej to, że jest prawnikiem. Niestety nic nie jest takie jak nam się wydaje, i może lepiej byłoby dla kobiety, żeby nigdy nie dowiedziała się o swoim poczęciu. A może dobrze się stało? Bo co musi zdarzyć się w życiu człowieka, żeby docenił tych których ma blisko, zamiast szukać skarbu gdzieś daleko? I co kobiecie, a co mężczyźnie daje prawo mówić na siebie “mamo”, a co “tato”? Czy tylko to, że spłodzimy dziecko i dzięki nam i Bogu pojawi się na świecie stawia nas już na piedestale? Czy mama ma prawo decydować o tym które dziecko ma urodzić, a które nie? Kogo ocalić, a kogo nie? A z drugiej strony, czemu tak mało docenia się osoby adoptujące dzieci? Czy oni są gorszymi rodzicami? Czy mamy prawo wykluczać ich z grona “prawdziwych rodziców”. ponieważ nie spłodzili dziecka, ale dali mu ‘tylko’ dom? A może właśnie oni – Ci którzy byli przy nim kiedy dorastał, kiedy łamano mu serce, przeżywał pierwsze trudności, wybierał studia, są prawdziwymi obecnymi i kochającymi rodzicami? Bo cóż po rodzicach, których tak naprawdę nie ma?

Nie ma czarno-białej rzeczywistości. 

Trudne są pytania w tej książce i trudne odpowiedzi. łatwo przychodzi nam ocenić, dopóki sami nie znajdziemy się w danej sytuacji. Ale mimo wszystko warto się nad nią sięgnąć. Warto zobaczyć ile odcieni ma nasza rzeczywistość i jak łatwo przekroczyć nam granice, kiedy nie mamy się kogo, ani czego złapać. Jak trudno nam czasem zapomnieć o najbliższych, kiedy jesteśmy skonfundowani na swoim problemie. Ile wymaga od nas poświęcenia życie w rodzinie. Ile czeka na nas pupek i zakrętów. I jak łatwo jest mimo wszystko to przetrwać kiedy pamiętamy o miłości, o tym komu tę miłość przysięgaliśmy i dla kogo tak naprawdę jesteśmy rodzicami. Warto pamiętać też, że nie mamy prawa decydować o życiu innych, zwłaszcza tych nie poczętych, którzy nie  mogą się obronić. A może mamy mają takie prawo? A gdzie w tym wszystkim jest tata? Reszta rodziny? I kto będzie umiał powiedzieć STOP, kiedy mu już nie będziemy umieli?

Polecam. Bardzo.