Gdy Ci smutno, gdy Ci źle…

Czasem tak jest, że nic innego człowiekowi nie pomoże, poza dobrą książką. I chociażbyś wyszła na spacer, wypiła 5 litrów wina (nie, nie rób tego), albo zrobiła 5 treningów z Ewą, to nic nie da. Po prostu musisz wziąć książkę i uciec do innego świata. Dla swojego dobra. I  dobra innych. 

A photo by Lacie Slezak. unsplash.com/photos/yHG6llFLjS0

Ostatnio odnoszę wrażenie, że wszystko i wszyscy, poszli sobie na piwko i wpadli na świetny pomysł, że sprawdzą moją cierpliwość, silną wolę i dobroć. Jak? Po prostu wszystko po kolei się pie*doli i mimo moich starań, nie zamierza się naprawić. Jak mi napiszecie w komentarzu, że “co nas nie zabije to wzmocni”, to usunę. Serio, bo ja nie widzę sensu w tym powiedzeniu. Jest po prostu durne. Może nas nie zabije, ale porani, skrzywdzi i wyjdziemy z takimi bliznami, że rodzona matka nas nie pozna. No, ale ja nie o tym. O książkach miało być. No to już…

book4

“Wyprawa czarownic” Terry Pratchett

Za każdym razem, kiedy mam się spotkać z twórczością tego Pana, nie mogę się doczekać aż zacznę czytać jego książki. To fantastyczna odskocznia od życia codziennego, problemów i wyzwań. Myli się jednak ten, kto myśli, że znajdzie tu tylko rozrywkę. Owszem, mamy tutaj do czynienia z najśmieszniejszym i najinteligentniejszym poczuciem humoru, perfekcyjnym sarkazmem i cudownym cynizmem.  Jednak, żeby to wszystko było genialne, trzeba do tego dodać kilka kropli mądrości życiowej i prawdy niezaprzeczalnej. Z tego robi się nam przepis na genialną książkę. No, do tego trzeba być jeszcze Terrym Pratchettem i mieć jego dar, ale to już jakby oczywiste jest 😉 Wybaczcie, że mówię o nim jakby ciągle był tutaj na ziemi, ale nie umiem inaczej. I niech tak zostanie.

Od pewnego czasu poznaję po kolei konkretne serie. Teraz czytam wszystkie książki z serii “O czarownicach”. Zgryźliwi powiedzą, że wychodzi tutaj moja do-granic-możliwości-dopracowana chęć “robienia wszystkiego po kolei, bez odrobiny szaleństwa. A ja wam mówię, że nie. Po prostu chcę czytać po kolei i z odpowiednią kolejnością przygody moich ukochanych bohaterów, nie uważam żeby skakanie po ich życiorysie przyniosło mi jakieś dodatkowe korzyści. To raz. A dwa, przynajmniej wiem, z czego wynikają konkretne, docinki, żarty, uwagi, wtrącenia. Zresztą, sam tłumacz Pratchetta, Pan Piotr W. Cholewa, mówi:”Książki ze Świata Dysku można oczywiście czytać osobno, ale nie warto. Pratchett zapytany kiedyś, w jakiej kolejności je pisze powiedział “chronologicznej”. One naprawdę pokazują, jak ten fantastyczny świat się rozwija. Pierwsze opowiadają o typowym świecie średniowiecznym, który z czasem przekształca się w wiktoriańską rzeczywistość, scenerię jak z Sherlocka Holmesa, widzimy to już w “Straży”. W ostatnich książkach cyklu mamy do czynienia z całkowicie współczesnym światem pełnym nowinek technicznych.”  HA! Także ten, z autorem nie należy się kłócić 😉

 

boooks3

Krótko i na temat – tym razem babcia Weatherwax, Niania Ogg i Magrat Garlick, musza udać się poza granice Ramptor. Trzeba pomóc biednej Magrat, która (nie) całkiem przez przypadek dostała różdżkę, po zmarłej Wróżce Chrzestnej. Co z tego wyniknie? Niezła przygoda, a po drodze walka z Opowieściami. Zdziwcie się jak poznacie ich sekret… A po drodze spotkacie Krasnoludki, Czerwonego Kapturka, Roszpunkę i całą plejadę gwiazd z bajek. Pamiętajcie jednak, że nie można rządzić używając do tego czarów. Ani zmusić do niczego ludzi. Czar prędzej, czy później się wykończy, a ludzie zmuszani do szczęścia nie są szczęśliwi, nigdy. Natomiast, największy wróg, może okazać się blisko z Tobą wiązany. A bycie dobrym, to nie tylko kwestia wyboru, to też kwestia wewnętrznej walki. To uwielbiam w Pratchettcie, że jego postacie są takie… ludzkie. Prawdziwe.

Warto walczyć, o to, żeby dobro w nas zwyciężało. Zawsze.

PS. Wiem, że opis książki jest malutki. Nie przejmujcie sie. Po prostu tam jest tyle ELEMENTÓW historii, że ciężko skupić się na wszystkich, bo wyjdzie jakaś nudna rozprawka. A tak, to mam nadzieję, że was zachęciłam do czytania 😉

Karo <3.