Wymyśliłam Cię. Życie z chorobą.

Niby “young adult”, ale znalazłam tam coś dla siebie. Niby wymyślona historia, a są osoby które mówią, że tak to wygląda. Niby co tam może znaleźć rodzic/mama, a jednak może. Książka “Wymyśliłam Cię” autorstwa Francesco Zappi, jest dobra. Dobra bo porusza prawdziwy temat, nie bagatelizuje go, ma ciekawych i ludzkich bohaterów, tylko czasem coś fabuła szwankuje. Ale jestem za. Ogromnym za.

 

Schizofrenia, szkoła, rodzina. I homary.

Książka opowiada o losach nastoletniej Alex, która cierpi. Cierpi bardzo, na chorobę zwaną schizofrenią. Czuje i widzi swoją odmienność. Kilkukrotnie przez chorobę popada w kłopoty. Znalazła sposób na radzenie sobie (jako takie) z chorobą – robi zdjęcia. A potem sprawdza czy to co widziała to wymysł jej chorej głowy, czy rzeczywistość. Ale życie w liceum nie jest łatwe, zwłaszcza w nowym. Trzeba się odnaleźć, panować nad lękiem i uczyć się żyć. Problem polega na tym, że ciężko jest Alex. Jej ukochany tata, który jest archeologiem rzadko bywa w domu, a mama dawno pogubiła się w swojej roli. I nieustannie przypomina córce, że jest nienormalna. Bo ją kocha i nie umie inaczej.

Zatem nasza bohaterka pracuje, ma bardzo wąskie grono znajomych i ukochaną młodszą siostrę. I niesamowitą głowę do dat historycznych, a serce całe przepełnione miłością do historii. I to wszystko się zmienia, kiedy w restauracji gdzie pracuje spotyka chłopaka, który dawno temu, bardzo dawno temu pomógł jej ratować homary i Alex może przysiąc że był prawdziwy. A teraz stoi przed nią starszy o 10 lat. Realny.

I od tego wszystko się zaczyna. A to co stanie się po drodze, po drodze po miłość przyjaźń i zrozumienie bardzo was zaskoczy.

Obserwacje dla rodziców. 

Trzeba przyznać, że książka jest naprawdę dobra, ale postanowiłam czytać ją też z perspektywy dorosłego. Co w niej można zatem znaleźć? Otóż przede wszystkim : akceptacja. O tyle o ile ojciec bohaterki ją rozumie, kocha taką jaką jest i próbuje być przy niej ile może, o tyle mama ciągle ma nadzieję że obudzi się i Alex będzie zdrowa. Może to drastyczne, ale dziewczyna przez większość książki myśli, że mama jej nie chce, próbuje ją otruć, albo zamknąć w zakładzie. Może też być tak, że Alex źle odczytuje zachowanie matki, ale trudno się jej dziwić. Jeśli za każdym razem ktoś daje ci do zrozumienia, że coś z tobą nie tak, że nie ma do ciebie siły ani zaufania, można naprawdę poczuć się źle. Zaufanie. Oczywiście nie wiem, jak to jest mieć dziecko chore na schizofrenię, ale piszę teraz z perspektywy nastolatki, do której rodzice nigdy nie mieli zaufania. Oczywiście to ostrożność rodziców, ale ile łatwiej byłoby się porozumieć gdybyśmy sobie nawzajem ufali. Dzieci nam i my dzieciom. A jeśli się coś wydarzy, nie zrzucali od razu winy na nasze dzieci, ale chcieli je wysłuchać. Wzajemna komunikacja byłaby wtedy zdecydowanie łatwiejsza i prostsza. Łatwo powiedzieć, ale może… Może też łatwo zrobić. I ostanie ambicje. Pokochajmy nasze dzieci takimi jakimi są. Nie zmieniajmy ich na siłę, zobaczmy w nich super bohaterów i super bohaterki, bez dodawania im czegoś sztucznie. Chciejmy poznać ich świat, a nie stworzyć go takim jakim my chcemy widzieć. Ambicja bywa bardzo złym doradcą. Burzy zaufanie i poczucie że jesteśmy kochani, tacy jacy jesteśmy. A nie ma nic gorszego niż myśl, że ktoś kto powinien kochać nas najbardziej nie kocha nas takimi jakimi jesteśmy…