‚Money, money, money…Must be funny”, czyli pieniądze i dzieci.

(Kochani, oczywiście że w razie jakiegokolwiek W, nie usunę ciąży, nie oddam dziecinki. Nie popadnę w panikę. Uwierzcie, że życie mnie i mojego Męża, w ciągu ostatnich 4 lat mocno doświadczyło. Zarówno finansowo, przyjacielsko, zawodowo… W tekście macie idealnie przedstawioną sytuację :)) )

kasa, kasa, kasa, kasa...

Podejście w naszym kraju do zarabiania, pieniędzy, statusu, oraz tego ile kto i dlaczego ma tak dużo, jest dość skomplikowany, żeby nie napisać trudny. Nie lubimy o tym mówić bo albo a)wstydzimy się, że mamy za mało, albo b)wstydzimy się że mamy, a wiadomo że jak mamy to pewnie ukradzione. Na domówce temat omijany, na imprezach rodzinnych pomijany, a wśród przyjaciół przemilczany.

A ja dziś chcę go poruszyć.  A co mnie do tego skłoniło? Ostatnia rozmowa, którą przeprowadziłam z koleżanką i zostałam obrażona, tylko dlatego, że powiedziałam „Ja na drugie, trzecie i dziesiąte dziecko pozwolę sobie tylko wtedy kiedy będzie mnie na to stać”. I stało się, co się stało. Wzrok mojej współrozmówczyni…nie do kupienia. Zrozumiałam, że była to nasza ostatnia rozmowa. Podobną miałam przed ślubem, kiedy stwierdziłam, że ja i narzeczony chcemy wydać tylko tyle ile mamy. Nie chcemy kredytu, długów. Ten dzień i tak będzie nasz, a ja dam radę bez napisu ledowego LOVE, KOCHAM CIĘ i M&K. I mogłabym tak wymieniać i wymieniać – samochód, mieszkanie, wakacje…

 

BARDZO WAŻNY kawałek mojej historii (żeby wiedzieć o co chodzi)

Od 19 roku życia nie mieszkam z rodzicami. Wyprowadziłam się do Krakowa, sama znajdowałam sobie pracę, sama się utrzymywałam, sama płaciłam sobie za studia zaoczne. W nowym mieście byłam zdana na siebie, wiem co to nie mieć, co to być głodnym, czy co to czuć frustracje że nie stać cię na większość rzeczy. Płacenie rachunków, płacenie rat, kredyt. Nie są mi obce te słowa. Dużo się nauczyłam, chociaż nie było łatwo. Dlatego cenię wartość pieniądza i wiem, że bez tego ciężko się żyje, a przynajmniej ciężej niż ciężej. W skrócie do dupy. Nie są najważniejsze, ale są ważne i są potrzebne do spełniania marzeń, celów, założeń.

 

Ty wstrętna MATERIALISTKO!!!

A co z dziećmi-

Aktualnie jestem w 3 miesiącu ciąży, planowaliśmy  i jesteśmy świadomi naszego wyboru. Mimo to, nie da się nigdy do tego tak na 100% przygotować. To najcudowniejsze, a jednocześnie najtrudniejsze wyzwanie naszego życia (Ok, wyżej stoi jeszcze bycie Mężem i Żoną). Oszczędzamy, odkładamy, patrzymy co kupujemy i gdzie, ale liczymy też na to, że znajdziemy po niższej cenie. Nasze dziecko zasługuje na najlepsze, ale nie stać nas na wózek za 3 tysiące, łóżeczko za 4 tysiące i komplet kołderki za 2 tysiące. A tym bardziej laktator za 1,5 złotych. Mamy godną wyprawkę dla malucha, plus dzięki Bogu za IKEA, gdzie przygotujemy pokój dla dziecka – no bo akurat tak się złoży, że zaraz po tym jak urodzę czeka nas przeprowadzka (trzymajcie kciuki…Może się uda wcześniej, ale nie od nas to zależy). Czy się tego wstydzę? Zupełnie nie. Chcę oprócz „wyposażenia”, dać mojemu dziecku to co we mnie i w Mężu najlepsze (tak wiem, nie uda się, ale codziennie warto próbować). Nie uważam, że tylko bogaci mogą mieć dzieci, ale trzeba mimo wszystko używać zawsze do tego wszystkiego głowy. Nie wystarczy samo „chcę”, czasem musimy sobie zadać też pytanie „czy mogę?”. Bo owszem, może mój Mąż zapierdzielać po 15 godzin dziennie, ale czy wtedy moje dziecko będzie miało ojca, a ja męża? Czy jego jedynym marzeniem będzie spać i odpocząć? Ja też zakładałam tę rodzinę i chce być za nią odpowiedzialna. Również do moich obowiązków należy utrzymanie jej. I dbanie o to, żeby każdemu zapewnić dobro.

ALE DZIECI nie potrzebują DROGICH ZABAWEK!

Koleżanko, chyba nie rozumiesz moich słów. Nie tędy droga. Nie rozumiemy się. Nie mówię, że mam ambicję dawać dziecku to co najdroższe i najlepsze. Mówię o zapewnieniu potrzeb. O braku strachu przed otwarciem lodówki bo mało tam znajdę, o ciągłym mówieniu „nie” na każdą jego prośbę, o znoszeniu jego zawiedzionej buźki bo znów po raz kolejny nie pojechał na wycieczkę bo mama czy tata nie mają. Albo braku weekendu, bo ja i mąż musimy iść do pracy. Chcę pokazywać dziecku Polskę, świat, chcę dbać o jego rozwój i mieć na to, chcę dawać mu możliwości. Poza tym WIEM jak problemu finansowe niszczą rodzinę. Kocham dzieci, chcemy mieć możliwość mieć ich jak najwięcej. Marzeniem naszym jest mieć liczną, wielopokoleniową rodzinę. Ale w tym wszystkim nie chcę zapominać o tym, że DZIECI TO TEŻ OBOWIĄZEK. Nie chcę „jakoś to będzie”, ani „Pan Bóg dał, to pomoże utrzymać”. Pan Bóg to dał nam rozum, wolną wolę i NPR. Szanuję, kocham, ale wierzę że każdy z nas ma wybór i rozum. I czasem to one powinny wyjść na pierwszy plan. 

Pieniądze szczęścia nie dają-

Nie mówię Ci jak masz żyć. Może uważasz inaczej. Masz gdzieś zdanie Męża, bliskich. Chcesz kolejne dziecko i już. Albo czujesz się gotowa na kolejne dziecko i wierzysz mocno, że się wszystko ułoży. Albo po prostu chcesz i już. I okej, nie mam nic do tego. To Twoje życie, mój blog nie ma prawa mówić Ci jak masz żyć. Mamy inne zdanie? Super. Możemy się czegoś od siebie nauczyć.

Dzieci przede wszystkim będą patrzyć jak żyję ja i mąż. Jak się do siebie odnosimy, jak wierzymy, jak rozmawiamy, modlimy się. Tak. I zawsze to mamy przed sobą – to jest najważniejsze. Ale wiem że marzenia kosztują – nasz sklep, mój jeszcze nie rozwinięty biznes, nasze mieszkanie – dom, podróże. Czy tego chcemy czy nie, tak jest. I chcę się starać być dobrym człowiekiem, a jednocześnie odpowiedzialnym. Kierować się miłością, ale być dobrym pracownikiem. Składać się z emocji, ale jednocześnie umieć korzystać z rozumu.

Bardzo trudny temat. A jakie wy macie zdanie ?

karo.

(Kochani, oczywiście że w razie jakiegokolwiek W, nie usunę ciąży, nie oddam dziecinki. Nie popadnę w panikę. Uwierzcie, że życie mnie i mojego Męża, w ciągu ostatnich 4 lat mocno doświadczyło. Zarówno finansowo, przyjacielsko, zawodowo… W tekście macie idealnie przedstawioną sytuację :)) )