Jestem zołzą. Potrafię być niegrzeczna!

Na moim czerwonym dywanie zagościła dziś Monika, pierwsza bohatera mojego bloga, a jednocześnie jedna z najbardziej serdecznych osób, jak znam. Zapraszam do wywiadu. Szczególnego, bo bardzo szczerego. I prawdziwego…
monia
Pasji masz wiele m.in góry, historia, biznes, muzyka. Z własnego doświadczenia wiem, a i ludzie gadają, że zawsze znajdziesz dla każdego czas. Dodatkowo jesteś mamą.  Posiadasz jakąś super moc, czy może próbujesz uciec przed szarością dla codziennego w tysiące obowiązków, żeby nie myśleć o chorobie, samotności, problemach?
Mam mało czasu. Rzadko zdarza mi się, że mam czas usiąść i pomyśleć nad swoim życiem, podumać, zastanowić się. Raczej biorę to co przyniesie mi los. Ale wiesz co?  Pasuję mi to. Lubię jak coś się dzieje, jak do czegoś dochodzę, osiągam cel. Od małego uczona byłam ciężkiej pracy. Jeśli chodzi o moją pracę z zespołami to zanim zaczęłam chorować, śpiewałam. Stąd nawiązała się współpraca, znajomości i tak fajnie wyszło, że dostałam kilka propozycji „wspomagania zespołu”. Nie lubię się poddawać, nie cierpię stagnacji. Może dlatego zostałam przewodnikiem beskidzkim. Daje mi to poczucie wolności i swobody, a góry kocham. Mój syn uczestniczy w moim życiu. Chodzi ze mną w góry, jeździ na spotkania. Maks ma trzy razy dziennie rehabilitację ( cierpi na (niedowład lewostronny, padaczkę, oraz porażenie mózgowe). Mój harmonogram jest układany pod niego. Jest dla mnie najważniejszy.
Mocno identyfikujesz się z historią. Jest dla Ciebie ważna, często widzę Twoje wypowiedzi w sprawach bieżących, ale też piszesz dużo o wydarzeniach z przeszłości, ważnych dla naszego kraju. Patriotyzm zrobił się ostatnio bardzo mod ny, za sprawą kilku filmów. Dlatego Ty też się zaczęłaś nim interesować?
Moja rodzina brała czynny udział w walce o wolna Polskę. Jeden z moich wujków był członkiem Drużyny Ognia, drugi aktywnie uczestniczył w wydarzeniach w Kopalni „Wujek” i do dziś przebywa na emigracji. Mój dziadek często opowiadał mi historię, zabierał na Mszę polowe, uczył historii. Dziś kiedy zrobiła się trochę „moda” na tematy patriotyczne, z jednej strony się cieszę, z drugiej uważam że oprócz „udostępnienia” zdjęć Żołnierzy Wyklętych, trzeba i to jest nasz obowiązek, wiedzieć o nich więcej, znać nazwiska, daty, miejsca. Podążanie ślepe za modą, nigdy nie jest dobre. Trzeba nam wiedzieć więcej, rzucanie pustych haseł nic nie zmieni. To mnie wkurza.
Lubisz brać udział w niewygodnych dyskusjach, nie boisz się wyrażać swojego zdania. W dzisiejszych czasach, kiedy podlizywanie czy donosicielstwo  jest tak bardzo powszechne, nie boisz się być inna, mówić głośno co myślisz?
Nie każdy musi mnie lubić. Często słyszę fałszywe oskarżenia, że robię coś pod publikę. Czy się nimi przejmuje? Czasem, ale nie robią na mnie wrażenia. Wolę otaczać się ludźmi o których wiem, ze zawsze mogę na nich liczyć, niż milionem udawanych znajomych. Wiadomo że czasem trzeba coś powiedzieć, co nie każdy chce usłyszeć, ale ja traktuję ludzi tak jak chce żeby oni traktowali mnie. Ja mam w sobie coś takiego, że chce słyszeć od najbliższych jak coś zrobię źle, albo zawalę. Dlatego ja tak samo robię. Otaczam się ludźmi godnymi zaufania. Chociaż mam jedną wadę, poświęcam się za dużo, za szybko i często na tym tracę. To boli.
Najważniejszy mężczyzna w Twoim życiu –  Twój syn Maksymilian. Jest chory, musisz go rehabilitować, mieć pod opieką, nie żałujesz że go urodziłaś?
Nie, nigdy przenigdy nie żałowałam i nie żałuje że go mam. Jestem najszczęśliwszą mama na świecie. Oczywiście na początku samo wchodzenie w rolę mamy, uczenie się jego i siebie w nowej roli, było dla mnie ogromnie trudne. Niemniej jednak Maks jest moim  skarbem i nigdy w życiu bym z niego nie zrezygnowała. W najtrudniejszych chwilach, to on jest moim motywatorem. Jego obecność, uśmiech, słowa. Napędza mnie do działania i dużo rzeczy robię dla niego. Jestem na tej ziemi dla niego, tego jestem pewna. Nie wyobrażam sobie świat bez mojego syna. Jeśli spotkało mnie mnóstwo wyrzeczeń z powodu jego choroby, czy tego że jestem samotną matką, to nie są one w ogóle współmierne z radością jaką daje mi posiadanie syna.
monia4
Nie wierzę że się nie bałaś i tak dzielnie to znosiłaś! Zostałaś sama z synem, zaczęłaś poważnie chorować, pojawiał się problem za problemem i ta samotność. Chcesz mi powiedzieć że ani na moment  nie poczułaś strachu?
Oczywiście że się bałam!!!  Tylko że najbardziej przerażało mnie to co się stanie z moim synem. W takim momencie pojawia się strach o najbliższych. Bolało mnie, cierpiałam, ale Maks był ciągle w mojej głowie, zwłaszcza kiedy lekarze nie byli pewni, że moja operacja się powiedzie i rodzice przyjechali, razem z moim byłym partnerem, żeby się ze mną pożegnać. I siła dla mnie w tych momentach był mój syn. Potem w trakcie leczenia, to jego miłość do mnie była moją energią. Kazałam sobie wstać, bawić się z nim, rozmawiać. I to było piękne kiedy mój maleńki synek przynosił mi kawę, a ja nie byłam w stanie nawet go przytulić.
Samotna matka. Wierząca samotna matka. Wiem, że to nie jest w naszym kraju prosty „zawód”. Jak poradziłaś sobie z tym stereotypem?
Ten temat wciąż boli.  Największą przykrość zrobili mi Księżą z mojej rodzinnej parafii, którzy na początku nie chcieli ochrzcić Maksa, a ja nie czułam potrzeby tłumaczenia im dlaczego jestem sama. To moja prywatna sprawa. Mi, jako chrześcijance sprawiło to dużą przykrość. Niestety musiałam prosić o pomoc jednego z Księży z mojej rodziny. Oczywiście że byłam wytykana palcami i słyszałam o sobie dużo złych komentarzy. Zamiast cieszyć się ciążą, przejmowałam się głupimi spojrzeniami sąsiadów. Najbardziej jednak chyba wkurzał ludzi fakt, że ja się w ogóle nie tłumaczę, nie podaje powodów. Kiedy urodził się Maks, stwierdziłam że pokażę że samotna matka, to nie jest zła matka. I tak się stało, jestem zadbana, zarabiam, spełniam się. Maksio jest świetny. A złe opinie? Uważam że wyrażają je ludzie, którzy są słabi i sami nie umieją nic zrobić ze swoim życiem. Ja zdecydowałam się na Maksa, dlatego że później po operacji, którą przeszłam nie mogłabym mieć dzieci. A bardzo chciałam. Dlatego Maks jest zaplanowany. Ale kogo to obchodzi? Lepiej wymyślić swoją wersję wydarzeń.
Spotkałaś się w swoim życiu z chorobą.. Twoja mama, Ty, Twój syn. Musisz być pod opieką lekarzy. Jak żyć, kiedy gdzieś z tyłu głowy masz myśl, że któregoś dnia wyniki mogą nie być takie dobre?
Bardziej dojrzale patrzysz na świat i zauważasz więcej rzeczy. Doceniasz wartości większe  : rodzina, miłość, przyjaciele.  Chce zapewnić Maksowi dobre życie, jak najwięcej przekazać. Wychodzę naprzeciwko życiu. Dużo planuję, bo nie wiem kiedy mogę wylądować w szpitalu. Moja mam mnie tego nauczyła, dbania o najbliższych. I o zdrowie. Najważniejsze w chorowaniu jest Twoje nastawienie. Nie można się dołować, nie można dać pożywki chorobie. Oczywiście to walka z samym sobą. Ja wiem, że dobre nastawienie i spokój w głowie przyczyniły się do tego, że jestem zdrowa.
monia2
Boisz się, że nie zdążysz poznać wszystkich smaków życia?
Nie, to nie jest tak że jak wariatka rzucam się na wszystko. Jeśli coś nie jest zgodne ze mną to tego nie zrobię. Nie panikuję i nie nakręcam się, że za chwilę spadnę i mnie nie będzie. Myślę dobrze o życiu, szanuję je, wychowuję syna i wkręcam się w pozytywny rytm. Smutne, że musimy docenić bliską osobą, przyjaciół, pracę  w momencie którym możemy to stracić. Dlatego powtarzam to wszystkim, że życie trzeba doceniać codziennie.
Bycie taką samowystarczalną, nie jest męczące?
Nie jestem taka, może tak się wydaje, ale ja mam duże wsparcie rodziny i przyjaciół. Bez nich nie dałabym rady. Sama na pewno nie osiągnęłabym tego wszystkiego. W środku jestem delikatna, a oni chronią ze mną ten mój ukryty środek. Oczywiście, że jestem silna dla swojego synka, muszę być. I muszę myśleć nie tylko o sobie, ale i o nim. Maks jest moim spoiwem, on spaja w całość moją pracę, pasję, zainteresowania. Oczywiście, że czasem mam dość. Chciałabym gdzieś pojechać odpocząć, ale to trwa krótko. Ja jestem tak wychowana- kobieta dba o ognisko domowe, wszystkich członków rodziny, daje miłość. I tak chcę żeby to wyglądało.
“Prawdziwy uśmiech wywołuje uczucie świeżości; myślę, że jest on właściwy tylko istocie ludzkiej. Jeśli pragniemy takich uśmiechów, musimy powodować, aby się pojawiały.”