Dlaczego dla mnie miasto odpada. Trzy powody.

Duże miasta, tyle możliwości, tyle znajomych, tyle się dzieje. Nie można spać, bo ciągle jakieś wydarzenie! Kolory, smaki, zapachy, jednym słowem MAGIA! No…Nie dla mnie. Jeśli sytuacja byłaby inna, już dawno by nas w mieście nie było. Może nie marzymy od razu o wiosce zabitej dechami w środku Bieszczad (chociaż Bieszczady kochamy), ale o jakieś miejscowości odpowiednio oddalonej od dużego miasta. Taka sytuacja może zaistnieć, jeśli zostanie spełnionych parę warunków. Nie będę się o nich tutaj rozpisywać, za to napiszę Wam dlaczego akurat dla mnie duże miasto odpada:

 

  1. Pęd –  nie będę oryginalna. Tutaj wszystko biegnie, a jak Ty nie biegniesz to albo zostajesz w tyle, albo wszyscy Cię wyprzedzają i…zostajesz sama. Razem z Mężem postanowiliśmy to sobie odpuścić i stało się tak, że…Zdecydowana większość znajomych poleciała do przodu i przez chwilę mieliśmy wrażenie, że zostaliśmy całkiem sami. Na szczęście co nas bardzo cieszy i w pewnym sensie ratuje, są osoby które podobnie jak my, wolały spacer. Nie jest nas dużo, ale za to bardzo cenimy swoją relację. Wiemy, bo beczka soli była, że możemy na siebie liczyć. I mamy podobne wartości. Cenimy te relacje bardzo i bardzo o nie dbamy 🙂 Bieg, szaleństwo, pęd. Ludzie jakby sami się na to nakręcają, a w domach padają za przeproszeniem na pysk, zaraz po pracy, nie mając czasu pocałować Żony, czy pobawić się z dziećmi. Nie mówię że gdzie indziej tego nie ma. Tu wydaje mi się, że jest to bardziej.

 

Nie znasz mnie☺ A jak nie znam Ciebie☺ Może jesteś wzorową matką, a może gubisz się w gąszczu tych wszystkich porad, rad, coachingu, mentoringu i wyściugu o "Moja rodzina jest lepsza od Twojej" (a może tak jak ja spodziewasz się dziecka i boisz się po prostu że będziesz nie dość dobra). // Może podobnie jak Ja starasz się jeść zdrowo, ale uśmiecha Ci się buzia jak Mąż od czasu do czasu zamówi KFC czy Maka (Nie mówiąc o burgerach czy pizzy 😉) // Może podobnie jak Ja bronisz swojej rodziny jak lwica, nie pozwalając przekraczac ustalonych barier Mamie, Siostrom, Ciotkom Teściowej. Tworząc swój własny świat i nazwie "mój dom". A może zupełnie inaczej niż ja masz kompletnie luźne podejście do tego wszystkie i jesz na co masz ochotę, wychowujesz dzieci ze wszystkimi, a najbardziej lubisz wychodzić sama wieczorami. // Może gardzisz moją wiarą i swoją wiare w samą siebie uważasz za najważniejsze sqoje osiągnięcie. // Nieważne. To nie jest ważne. Bo wiem że damskie przykaźnie opierają się na czymś silniejszym i głębszym. Na czymś mocniejszym. Piękniejszym. // Trudno w dzisiejszych czasach jest nam budować przyjaźń. Nastawione na zysk, bycie lepszą, silniejszą, szybkszą, zamykamy oczy na sprawy najważniejsze. // Aż w końci budzimy się w okolicy 52 lat i zauważamy, że nie mamy przyjaciółki. Nie ma z kim iść na kawę, do kogo napisać sms. Gdzieś po drodze zgubiliśmy swoje Bratnie Dusze. // Zatem może kiedy następnym razem przyjaciółka będzie się chciała coś poradzić to nie wymadrzaj się i przypomnij sobie że też kiedyś bylaś w ciąży, też nie widziałaś. // Że też kiedyś stawałaś się synową, teściową, ciocią. // Że każda z ról przyszła i że kiedys miałaś wsparcie przyjmowałaś ją z radością, a kiey bylaś sama…no coż…Było smutno. // Nie dziw zatem że kiedy nie budujesz więźi inni ją z Tobą nie chcą mieć. Dore relacje wymagają pracy. // Na zdjęciu ja i moja siostra w dniu mojego ślubi. I kryzys pt "Tak strasznie poźno bądź mi podporą" 😂😁 💜 // Zdjęcie : jedyni i cudowni @justmarriedphoto 😚 #kobiecość #przyjaźń #miłość #wartości #love #family #weeding #siostra #instastory #dbajmyorelację #dbajmyoprzyjaciół #życie #jest #jedno #nie #warto #żałować

A post shared by Karopiszetu (@karopiszetu) on

 

2. Brak zieleni – Zapewne odezwą się głosy, że Kraków to zielone miasto, że błonia, że okolice Wisły, że Huta przecież taka zielona. Może i tak. Ale do Błoń mam daleko, pakować się tam w przyszłości z wózkiem to wyczyn raczej na weekendowy spacer z mężem. Państwo wybaczą, ale pchanie się z wózkiem do autobusu w roku akademicko/studenckim to … szczyt wytrzymałości nerwowej i tu raczej każda matka mi to przyzna, niestety. Teraz wszędzie gdzie wcześniej było zielono powstają nowoczesne apartamentowce, albo wielkie osiedla gdzie plac zabaw dla dzieci to metalowo -plastikowe konstrukcje bez trawników. Jeśli chodzi zaś o nowohuckie alejki to wszem są. Na moim osiedlu w lecie w większości okupywane ławki zostają przez Panów Żulów, tudzież Panów Menelów, alejki są krzywe, dziurawe i zaniedbane. I owszem, ktoś może uznać że marudzę, trudno, ale pamiętajcie że to a)moje zdanie b)mój blog. Zabierają coraz więcej zieleni w Krakowie. A szkoda. Miasto staje się betonowe i szare. Szkoda, dalej są miejsca gdzie jest pięknie. Tylko już ich mniej… Żeby pospacerować musisz gdzieś dojechać, odjechać, podjechać. A ja bym chciała wyjść z domu i już móc spacerować 😉

 

3. Samotność – wcześniej tak bardzo jej nie widziałam. Kiedy chodziłam jeszcze do pracy, zawsze otaczali mnie ludzie. Potem pomagałam Mężowi w firmie, telefony do rodziny, jakaś kawa z koleżanką na którą obie ledwo znalazłyśmy czas. teraz, kiedy ze względu na zdrowie swoje i dziecka jestem na L4, odczuwam tę samotność bardziej. I nie mówię że jestem święta, bo pewnie robiłam to samo wcześniej. CO? No odgradzałam się od innych mimo tego, że był czas na tę kawę, kino, rozmowę, czy nawet sms. Ale ciągle tłumaczyłam sobie, że jestem zmęczona, że jutro odpiszę, że później. A później nigdy nie nadchodziło. I teraz kiedy tak bardzo otwieram się na ludzi, boli kiedy słyszę ciągłe „nie”, moje zaproszenia są do mnie do domu. Niestety zdarzają mi się omdlenia. No to zapraszam, na kawę mrożoną, na lody, na pogaduchy. Ja nawet ciasto upiekę. Bo nie tylko sobie chcę pomóc, ale trochę oderwać te dziewczyny mówię: zostaw Męża na 2 godziny z dzieckiem, da sobie radę, jest JEGO TATĄ, to też jego dziecko, wpadnij do mnie wyluzuj. Przyjdź po pracy, na godzinę odpocznij, przestań żyć w 4 ścianach, może chcesz gdzieś wyjść? …. I nic. Może niepotrzebnie się staram, może ludzie lubią takie życie? Może tak im okej? Może mnie nie lubią, a może już wybrali samotność i tak im dobrze? Może lubią życie w dwie osoby nie więcej? I tak wiem znam argument, że no wiesz dzieci mąż praca bla blaa blaaa. Po pierwszę – nie kalecz Męża. On też jest rodzicem, powinien zostawać z dziećmi, nie jesteś osobą która NAJLEPIEJ się nimi zajmuje, pozwól jemu, zapewne świetnie sobie poradzi. Poza tym hm…Znam Kobiety mocno zakorzenione w życiu rodzinnym, pracujące, zadbane, które jednak znajdują czas dla relację..

Nie zamykaj się w 4 ścianach.

 

 

A wy co wolicie? Miasto czy Wieś? 🙂

karo.